|
sobota, 17 grudnia 2011
Licentia poetica
Siedzieli milcząc w jamie śnieżnej. Zatopieni w myślach nie słyszeli potępieńczego wycia wiatru. Otulał ich mleczny tuman drobinek śnieżnych. Ochoczy Kombatant błądził myślami daleko. Znowu był w zielonym piekle dżungli. Ekwipunek ciążył mu jak kamień. Wrzody na skórze swędziały niemiłosiernie. W wilgotnym upale gniły skórzane troki przytrzymujące zbroję. Zdjął morion. Brudnym, postrzępionym rękawem koszuli wytarł włosy i twarz. Odruchowo dotknął rękojeści rapieru. Był na swoim miejscu. Patrzył obłąkanym wzrokiem na ścianę zieleni. Wiedział, że nie ma odwrotu. .….. Schodzili z gór, zagłębiając się w dżungli. Na czele z Francisco de Orellana już sto trzynasty dzień przedzierali się w ciągłej walce z przyrodą, tubylcami, zwątpieniem. Opętani mitem Eldorado szli szaleńczo na wschód, znacząc drogę trupami kamratów. Pchała ich obsesyjna nadzieja na Bajeczne Obrzydliwe Bogactwo. Dalej, dalej….. ale jak daleko? dokąd? co będzie na końcu drogi? Gwiazdeczka pomyślał Ochoczy Kombatant. Powoli wracał do rzeczywistości. Masz takie oczy zielone Gwiazdeczka zignorowała gest Ochoczego Kombatanta. Nie mam zielonych oczu odpowiedziała lodowato. I nigdy nie miałam. Zielone oczy mają zwykle rude, prawda ? To licentia poetica. Dla mnie teraz, w tej chwili masz zielone oczy. I wyglądasz pięknie. Wymianie zdań z uwagą przysłuchiwali się Śnieżny Kret i Eskimos. Co to jest licentia poetica zapytał trzeźwo Śnieżny Kret. Nie komplikuj, mów zrozumiale. I jaki to kolor – zielony? Masz rację. Mogę nazwać ponad dwadzieścia odcieni koloru śniegu, ale zielony? włączył się do rozmowy Eskimos. Zielony, to czwarty kolor tęczy, pomiędzy żółtym a niebieskim, wyjaśnił Ochoczy Kombatant. Śnieżny Kret zajrzał Gwiazdeczce głęboko w oczy. Faktycznie, nie masz zielonych oczu, skonstatował. Dla mnie ma, odpowiedział Ochoczy Kombatant. Tak teraz ją widzę. I to jest właśnie licentia poetica. Spróbujcie spojrzeć czasami oczami wyobraźni. Zobaczycie wtedy, że nic nie jest takie jak się zdaje. I to jest piękne. Gwiazdeczka, Śnieżny Kret i Eskimos siedzieli nadal nieprzekonani. Wyglądasz jak banan, powiedział komplement Ogórek Kiszony zdumionemu Ogórkowi Kiszonemu. Żartowałem, to była tylko licentia poetica.
sobota, 10 grudnia 2011
Semper non loco
Wiatr wył potępieńczo. Ochoczy Kombatant z trudem otworzył oczy. Jego głowa leżała na udach Gwiazdeczki . Jestem taki zmęczony, powiedział sennie. Jednocześnie pomyślał: semper non loco. Ale jak to powiedzieć Gwiazdeczce i pozostałym? Semper non loco. Od zawsze. Czy wreszcie będę sobą? Czy stać mnie na to? Czy się odważę? Ale kim do diabła jestem? Głowa ciążyła mu niemiłosiernie. Cierpiał, pogrążony w półśnie. Summertime, time, time, Słyszał jak przez sen głos Gwiazdeczki. Czuł na głowie delikatny dotyk jej ręki, słuchał kołysanki, powoli zasypiając . Demony odlatywały. But until that morning Zamknął oczy. Pod powiekami widział nieskończone zielone łąki raju. No, no, no, no, don’t you cry. Zasnął. Był wolny.
czwartek, 21 lipca 2011
Zaginięcie Gwiazdeczki
I. Wyprawa Ochoczy Kombatant cierpiał na bezsenność. Mijała właśnie 1056. godzina dnia arktycznego. W głowie obsesyjnie dudnił mu powtarzający się motyw: I'm gonna fight 'em off Z lekka oszołomiony, ciężko otworzył oczy. Nad nim stała Gwiazdeczka czegoś rozdrażniona. Proszę Cię i proszę. Już chyba żółw byłby szybszy. Wolę żółwia – powiedziała zdenerwowana. Dobrze. Najlepsze żółwie są na Galapagos. Zaraz Cię tam wyślemy. To mówiąc wyjął z magicznej kieszeni piłę do lodu. Podał ją Eskimosowi, który szybko wyciął w lodzie obszerny przerębel. Gwiazdeczka stała nad nim niezdecydowana. Pomożemy Ci, powiedział Ochoczy Kombatant. Wzięli Gwiazdeczkę za ręce i wrzucili do przerębla. Pamiętaj, że Galapagos są na południowym wschodzie. To tam, wskazał ręką. Trafisz na pewno. Ale ….. Zaczęła Gwiazdeczka. Nie ma czasu, Śnieżny Kret przerwał Gwiazdeczce zanurzając jej głowę w wodzie. Przed Tobą długa droga. Bon voyage, powiedzieli chórem. Gdy już tam dotrzesz pamiętaj o nas. Przerębel zamarzł. Po chwili nie było po nim śladu. Jak myślisz, zapytał Śnieżny Kret – będzie o nas pamiętała, gdy już dotrze na Galapagos? Myślę, że tak. Usiedli w koło. Ochoczy Kombatant wyjął z magicznej kieszeni ligerosy. Zapalili zadowoleni, w poczuciu dobrze wykonanej roboty. Jednak czegoś im brakowało. Szkoda, że nie ma Gwiazdeczki, wyraził to co ich gryzło Ochoczy Kombatant. Cóż za brak konsekwencji – nie mogły nadziwić się Ogórki Kiszone. Przed chwilą ochoczo wyprawiali Gwiazdeczkę na Galapagos, a teraz im smutno. II. Niepokój Ochoczy Kombatant leżał w puszystym śniegu. Z uwagą obserwował chmury układające się w fantazyjne litery G, I, A, D, Z, W, E, C, K, Z, A. Świat wokół ciebie się zmienia, przez ciebie płynie niepokój. Tęsknił. Niepokoi nas brak wiadomości od Gwiazdeczki, powiedział Śnieżny Kret. A ciebie? Mnie też, przyznał Ochoczy Kombatant. Jest jednak nadzieja, zawołał Eskimos. Patrzcie. Wysoko na niebie szybował głuptak. Poznaję go, to jest głuptak z Galapagos. Może ma dla nas wiadomość od Gwiazdeczki. Głuptak, jak to głuptak, zdziwił się, że tak daleko doleciał i zawrócił. Co robimy, zapytał zawiedziony Śnieżny Kret. Wygląda na to, że Gwiazdeczka zaginęła w podróży. Musimy zorganizować pomoc, powiedział zdecydowanie Ochoczy Kombatant. Znam parę osób, które mogą rozwiązać zagadkę jej zniknięcia. Już rozesłałem wici. Teraz musimy cierpliwie czekać. Cierpliwość – to całe nasze życie pomyślały Ogórki Kiszone. Jak to by było gdybyśmy były niecierpliwe? Męczyły się strasznie, bo nie mogły sobie tego wyobrazić. III. Na ratunek: Herlock Szolms Lód niebezpiecznie zaskrzypiał. Rozbił się z trzaskiem. Z dziury wychynął okular peryskopu. Chłodnym okiem zlustrował zaskoczonych Ochoczego Kombatanta, Śnieżnego Kreta i Eskimosa. Po chwili wynurzył się kiosk Żółtej Łodzi Podwodnej. Z luku dziarsko wyskoczył jegomość w szkockiej spódniczce. Nemo me impune lacessit, zawołał gromko. Za nim ukazał się dżentelmen w korkowym hełmie i szortach. Jestem Herlock Szolms a to Sierżant Pieprz. Good Morning Ewrybody, powiedział z godnością. Moi starzy znajomi, przedstawił przybyłych Ochoczy Kombatant – Herlock Szolms i Sierżant Pieprz. Poznaliśmy się w Indiach, w czasie powstania sipajów. Jako oficer łącznikowy 1st Battalions of The Black Watch - The Royal Highland Regiment przydzielony do sformowanych z Ghurków dwunastu nepalskich regimentów brałem udział w odsieczy Lakhnau. Tam poznałem obu dżentelmenów. A zatem Gwiazdeczka zaginęła, raczej stwierdził niż zapytał Herlock Szolms. Czyżby zaginęła w powstaniu sipajów, zapytał Śnieżny Kret. Nie, zaprzeczył Herlock Szolms. Zastanawiałem się nad tym i po namyśle, stanowczo odrzucam tę możliwość. Ochoczy Kombatant był pod wrażeniem. Śledztwo wyraźnie nabrało tempa. Dochodzenie, to eliminacja różnych hipotez. Właśnie jedną z nich wyeliminowano. Proszę o więcej szczegółów, powiedział Herlock Szolms. Wysłaliśmy ją na Galapagos i słuch po niej zaginął. Skąd rozpoczęła podróż – dopytywał dalej Herlock Szolms. Stąd, wskazał ręką na bezkresne rumowisko lodowe Śnieżny Kret. Chyba raczej bardziej w prawo, poprawił go Eskimos. Herlock Szolms poszedł na miejsce wskazane przez Eskimosa. Wyjął szkło powiększające i z uwagą obejrzał śnieg. Czy masz jakąś teorię, usiłował dowiedzieć się czegoś Ochoczy Kombatant. W literaturze opisany jest przypadek podróżnika połkniętego przez rybę. Sprawdzę najpierw tę hipotezę. Wracamy na pokład, rzucił komendę kierując się w stronę okrętu. Sierżant Pieprz ruszył dziarsko w jego ślady nucąc pod wąsem: We all live in our yellow submarine, Żółta Łódź Podwodna zanurzyła się gwałtownie w chmurze bąbelków powietrza. Ochoczy Kombatant wyjął z kieszeni butelkę szkockiej. Rozlał do szklanek. Wypijmy za pomyślność poszukiwań. Nie możemy z tym czekać do zmierzchu, bo to ponad 3300 godzin. Ogórki Kiszone były niepocieszone. Żółta Łódź Podwodna to miejsce dla nas, pomyślały. Miały przeczucie graniczące z pewnością, że jest lepsza od słoja, w którym siedziały. IV. Posiłki z Breslau. Śnieżny Kret i Eskimos podnieceni wskazali Ochoczemu Kombatantowi samotny biały żagiel. Co to może być? Żagiel manewrował na polu lodowym, zbliżając się do stojących na zaspie śnieżnej Ochoczego Kombatanta, Śnieżnego Kreta i Eskimosa. Po dłuższej chwili zobaczyli bojer, na którym żeglował okutany w futra jegomość. Ogórki Kiszone milczały zaskoczone. Liryzm Mocka wydał się im cokolwiek nienaturalny. V. Zgłasza się 07. Warkot motoru stawał się nieznośny. Rozsadzał głowę Ochoczemu Kombatantowi. Po chwili rozpoznał ten dźwięk: to silnik Poloneza 1500 z trudem przedzierającego się przez zwały śniegu. Samochód z piskiem zatrzymał się przed Ochoczym Kombatantem. Śnieżny Kret i Eskimos zwabieni hałasem patrzyli zaciekawieni. Z samochodu wyszli energicznie dwaj mężczyźni. Jestem Sławek Borewicz, a to mój kolega, komandos Jurek. Dostałem pański telefon, ale nie mogłem przyjechać wcześniej. Najpierw musiałem zakończyć prowadzone śledztwa. Zabezpieczę teren powiedział komandos Jurek i rozpłynął się w powietrzu. A co u ojca? Zapytał Ochoczy Kombatant. Uratował mi życie, gdy zostałem ciężko ranny podczas rozpoznania przepraw na Wiśle. Walczyliśmy na Przyczółku Magnuszewskim w plutonie zwiadu dowodzonym przez chorążego Jaruzelskiego. Niemcy z 45. Dywizji Grenadierów Werhmachtu dali nam nieźle w kość. Stare dzieje, zamyślił się Ochoczy Kombatant. Dziękuję. Dał mi dla Pana drobny prezent. Porucznik Borewicz sięgnął do bagażnika i wyjął butelkę Żubrówki oraz karton soku jabłkowego. Wziąłem go na wszelki wypadek, nie wiedziałem jak u was z sokiem jabłkowym, powiedział. Ochoczy Kombatant z rozczuleniem popatrzył na butelkę. Dotychczas nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo mi jej brakowało, pomyślał gładząc delikatnie etykietę. A zatem do rzeczy, zakomenderował energicznie porucznik Borewicz. Proszę mi powiedzieć co się wydarzyło. Ochoczy Kombatant zrelacjonował szczegółowo historię zaginięcia Gwiazdeczki i jej poszukiwań. A jednak Galapagos, zamyślił się Borewicz. To trochę komplikuje dochodzenie. Czy mamy tam kogoś? zapytał komandosa Jurka. Mam tam znajomego, starego żółwia, weterana z Hiszpanii. To dobrze, jego rada przyda nam się podczas penetracji żółwiego światka. Jeszcze jedno. Czy Gwiazdeczka nie była zamieszana w handel dewizami, kartkami na cukier? Z pewnością nie, odpowiedział Ochoczy Kombatant. Co najwyżej w handel sadłem kaszalota i w ubezpieczenia. Ale to u nas legalna działalność. Ochoczy Kombatant zdawał sobie sprawę, że wizyta dobiega końca. Powodowany gościnnością, chcąc także uczcić przyjaciela otworzył butelkę Żubrówki. Rozlał do kieliszków, rozcieńczył delikatnie sokiem jabłkowym. Na zdrowie powiedział wznosząc toast. Na zdrowie odpowiedzieli wypijając do dna. Komandos Jurek nagle zesztywniał. Ruszył przed siebie paradeschritt śpiewając na całe gardło: Du... Pomóżcie mi wsadzić go do Poloneza poprosił porucznik Borewicz. Zawsze dziwnie reaguje po wypici Żubrówki . Jest uczulony na turówkę wonną. Liczymy na was, powiedział Śnieżny Kret. Chcemy Gwiazdeczki i to już. Niech wraca do nas jak najszybciej. Zrobię, co się da – obiecał porucznik Borewicz ruszając pełnym gazem w śnieżną dal. Ochoczy Kombatant, Śnieżny Kret i Eskimos stali razem, z nadzieją wpatrzeni w oddalający się śnieżny obłok. Ogórki Kiszone z rozrzewnieniem wspominały czasy walk o Przyczółek Magnuszewski. Były wtedy prawdziwym delikatesem. VI. Cudowne odnalezienie. I co teraz? Co z nami będzie? pytał bezradnie Śnieżny Kret. Nie ma Gwiazdeczki. Zamilkli przygnębieni. Nagle zamarli wpatrzeni w jeden punkt. W rozedrganym powietrzu majaczyła znajoma postać. GWIAZDECZKA!!!! Wróciłaś? Nareszcie!! Nie mogliśmy się Ciebie doczekać. Żyć bez Ciebie nie możemy , przywitali ją z ogromnym entuzjazmem. Jak mogłaś nas zostawić na tak długo, nie dając znaku życia. Umieraliśmy z niepokoju powiedział z wyrzutem Ochoczy Kombatant. Nie wiedziałam, że aż tak będzie wam mnie brakowało. Nie byłam na Galapagos. Rozmyśliłam się. Wypłynęłam w następnym przeręblu, w którym jakiś stary Eskimos łowił foki. Zostałam u niego na chwilę posprzątać. Przy okazji ubezpieczyłam od pożaru jego igloo. Ochoczy Kombatant wyjął z magicznej kieszeni Blood Roses i upieczone, jeszcze ciepłe kurczaki. To wszystko dla Ciebie – powiedział Ochoczy Kombatant. Jedzmy kurczaki zanim ostygną. Zajadali z apetytem, zagryzając Ogórkami Kiszonymi, szczęśliwi że wreszcie są razem. Everybody do what you're doing Everybody do what you're doing Everybody do what you're doing Wyczerpani, przerwali gwałtownie. Dziś nie palimy. To jeszcze jeden dar dla Ciebie, z okazji powrotu, nie posiadał się z radości Ochoczy Kombatant. Gwiazdeczka pomyślała, że warto było zniknąć na chwilę. Blood Roses. Kurczaki. Taniec. Niepalenie. Wszystkie te prezenty bardzo ją ujęły. Naprawdę zależy im na mnie pomyślała z rozkoszą. Ogórki Kiszone także były zadowolone: apetyt na nie był dla nich najlepszym prezentem.
sobota, 16 lipca 2011
Ratunek
Ochoczy Kombatant obudził się w kałuży wody. To efekt cieplarniany pomyślał. Wyszedł na zewnątrz. Chciał usiąść na swojej ulubionej zaspie śnieżnej. Niestety zostało z niej wodne rozlewisko. Stali nad nim Śnieżny Kret i Eskimos. Ich także woda wypłukała ze śnieżnego tunelu. Trzeba coś zrobić powiedział Eskimos. Inaczej utoniemy. Tak to jest problem stwierdził Ochoczy Kombatant. Ale co możemy zrobić zapytał bezradnie. Zróbmy galaretkę, powiedziała Gwiazdeczka wyżymając energicznie koszulę nocną. Powstrzymamy powódź. Ochoczy Kombatant był porażony genialną prostotą pomysłu Gwiazdeczki. Natychmiast sięgnął do magicznej kieszeni. Wyjął 1000t. galaretki truskawkowej w proszku oraz ogromne mieszadło z silnika helikoptera. Do roboty zakomenderował. Błyskawicznie Śnieżny Kret i Eskimos wymieszali proszek z wodą. Po chwili jak okiem sięgnąć cała woda zamieniła się w galaretkę truskawkową. Przydałby się jakiś dodatek powiedziała Gwiazdeczka. Może bita śmietana z mleka krów morskich wpadł na pomysł Eskimos. Ma intensywny smak glonów morskich. Do tego garni z Ogórków Kiszonych dodał Śnieżny Kret. Lub z sadła kaszalota, ucieszył się Eskimos. Ogórki Kiszone w bitej śmietanie z krów morskich nagle poczuły smak wyrafinowanego wielkiego świata. Może to nouvelle cuisine pomyślały po francusku. Przepis na galaretkę à la Ratunek. 100l. wody z Oceanu Arktycznego lub z Morza Weddella (w żadnym razie nie z Bałtyku) 100l. wody z topniejącego lodowca (ostatecznie ze śniegu) 30 kg galaretki w proszku wg smaku (z glonów morskich, krewetek, rybnej, foczej, polarnego niedźwiedzia, itd.) 50 l. bitej śmietany z mleka krów morskich. Ogórki Kiszone, sadło z kaszalota lub małe pingwiny – do przybrania galaretki.
Do odwróconego małego igloo (rozm. 1M- eskimos z foką) nałożyć galaretkę, wierzch pokryć bitą śmietaną przyozdobioną wg uznania wianuszkiem Ogórków Kiszonych, sadłem z kaszalota lub małymi pingwinami. Jeść natychmiast używając dowolnego naczynia eskimoskiego. Smacznego.
poniedziałek, 28 marca 2011
Arogancja
Śnieg jak okiem sięgnąć zamienił się w czerwoną krwawą breję. Ochoczy Kombatant z marsową miną brodził w niej po kolana. Stój, kto idzie zawołał czujnie Śnieżny Kret. Podaj hasło. Demokracja, odzew: po trupach – odpowiedział Ochoczy Kombatant. Co się stało, zapytała Gwiazdeczka. Wprowadzamy DEMOKRACJĘ odparł Ochoczy Kombatant. Naszą ideą jest DEMOKRACJA. Jedyny RAJ, jaki możemy sobie stworzyć na Ziemi. Nie ma takiej ofiary, której nie poniesiemy w imię jej wprowadzenia. Ale, jak to, zdziwiła się Gwiazdeczka. Przecież są to ci sami ludożercy. Skąd nagle wśród nich szczerzy demokraci. Jak to skąd, zdumiał się Ochoczy Kombatant. Ogłosiliśmy program wsparcia znacznymi kwotami wprowadzenia DEMOKRACJI. Wprowadzenie jej własnymi siłami pozostawiamy tubylcom z niewielką pomocą naszych doradców (tu bombardowanie, tam ostrzał rakietowy). Wyżeniem do imentu wszystkich jej przeciwników przy pomocy dotychczas ukrytych jej zwolenników. Ale te ofiary, czy nie podważają sensu DEMOKRACJI, zginęła już połowa populacji, nie ustępowała Gwiazdeczka. Mów po ludzku, bo nie rozumiem, zaapelował Śnieżny Kret do Gwiazdeczki. Czy tubylcy wiedzą, co to DEMOKRACJA? drążyła temat Gwiazdeczka. Czy nie lepiej było, gdy tubylczy satrapa, co dzień na śniadanie gwałcił jedną dziewicę i zjadał jednego młodzianka, lub na odwrót, kontynuowała Gwiazdeczka. Panował pokój. Tubylcy żyli szczęśliwie, wiedzieli, co ich czeka, jak się maja zachować. Respektowali hierarchię społeczną. Każdy znał swoje miejsce. Jakie macie gwarancje, że po zwycięstwie demokratów nie powróci znów ludożerstwo tyle, że praktykowane pod szyldem lokalnej tradycji i przez innego satrapę. Czy w imię DEMOKRACJI warto burzyć dotychczasowy świat? Składać hekatombę ofiar na jej ołtarzu? Teraz walczą wszyscy ze wszystkimi. Tak, odpowiedział Eskimos. DEMOKRACJA to piękna idea. To pieniądze, które spadają z nieba. Sam jestem szczerym demokratą, od kiedy Społeczność Międzynarodowa finansuje u nas demokratyczne przemiany. Zawsze wraz ze Śnieżnym Kretem, jako kontrkandydatem stajemy do wyborów. Wygrywam ja lub on. Jako demokratycznie wybrani robimy, co chcemy. Celebrowanie DEMOKRACJI zapewnia nam dostatnie i beztroskie życie. Słysząc to Ogórki Kiszone ściśnięte w słoju chcąc być przygotowane na DEMOKTACJĘ i mieć w jej sprawie wspólne stanowisko zaczęły pracować nad regulaminem głosowania. W słoju niebezpiecznie zawrzało.
niedziela, 27 marca 2011
Łaknienie
Ochoczy Kombatant rozmyślał zafrasowany. Znowu zawiódł Gwiazdeczkę. Przez dwa dni nie dawał znaku życia, choć wiedział, że Gwiazdeczka czeka na wiadomość od niego. Znowu nawaliłeś, stwierdził Śnieżny Kret. Gwiazdeczka jest zła na Ciebie. Tym razem już Ci się nie upiecze. Awantura wisiała w powietrzu. Eskimos przezornie zaszył się w jednym ze śnieżnych tuneli. Co robić, zastanawiał się głośno Ochoczy Kombatant. Może przemówisz do niej wierszem – podpowiedział Śnieżny Kret. Kobiety to lubią. W poszukiwaniu natchnienia Ochoczy Kombatant spojrzał na bezkresną białą pustynię wokół. Nagle w głowie zazieleniły mu się zagony pietruszki i marchewki. Podszedł zdecydowanie do Gwiazdeczki. Witaj, powiedział. Przepraszam, ale obowiązki nie pozwoliły mi przez dwa dni wysłać do Ciebie wiadomości. Nie przyjmuję tego do wiadomości, odpowiedziała Gwiazdeczka. Nie ma takich obowiązków, które mogłyby Ci przeszkodzić w wysłaniu do mnie wiadomości. Wiedziałeś przecież, że czekam. Ty mnie po prostu ignorujesz, jestem na którymś tam miejscu z kolei. A na to nie mogę się zgodzić. To nieprawda odpowiedział Ochoczy Kombatant. Jesteś na pierwszym miejscu. Myślałem o Tobie bez przerwy. I wyrecytował z uczuciem: Łaknę Cię jak natkę pietruszki, Jak selerek naciowy I na wierzbie gruszki. Łaknę Cię jak marchewkę z groszkiem, Jak kaczuszkę po pekińsku, I jaja po chińsku. Łaknę Cię jak swojski kawałek chleba ze smalcem, Jak pieczone jabłuszko na podwieczorek, co wtorek. Łaknę Cię jak kania dżdżu, Jak Beduin swojego wielbłąda, Jak myśliwy łani, co rzewnie spogląda (Zanim dostanie kulkę). Łaknę Cię jak pijak kieliszka wódki, W którym topi swoje smutki. Gwiazdeczka słuchała zdumiona. Chyba naprawdę o mnie myślałeś. W takim razie przyjmuję Twoje przeprosiny. Ale po raz ostatni. Więcej nie możesz mnie zawieść. Ochoczy Kombatant objął czule Gwiazdeczkę. Pojednanie może być bardzo przyjemne pomyślał. Ogórki Kiszone także słuchały mowy wiązanej Ochoczego Kombatanta. Zapachniało egzotyką. Rozmarzyły się. Skądś wiedziały, (ale skąd?), że idealnie pasują do kromki chleba ze smalcem. Spotkanie
Frédéric Longuet stał bezradnie na plaży w Odessie. Wianuszek gapiów obserwował go z nabożeństwem. Morze Czarne przybrało stalowy kolor. Z nieba leciały ogromne płatki śniegu wprost na sztalugi, mocząc zagruntowane już płótno. Z malowania nici – pomyślał. Est-ce-que quelqu'un pourrait m'aider zapytał z nadzieją w głosie. Co to jest? Нет, это погодная аномалия - odpowiedział jeden z gapiów. Tłum zaskoczony nagłym opadem śniegu zaczął szybko topnieć. Frédéric Longuet spostrzegł grupkę czterech dziwnych postaci idących brzegiem morza. Odniósł wrażenie, że zmiana pogody sprawiła im przyjemność. Przodem szedł Ochoczy Kombatant dźwigając pod pachą ogromny słój z Ogórkami Kiszonymi, a za nim Gwiazdeczka, Śnieżny Kret i Eskimos. Pomożemy panu, zadeklarował spontanicznie Ochoczy Kombatant. Dziękuję, ucieszył się Frédéric Longuet . Zapraszam do siebie. Od ludzi radzieckich otrzymuję wielkie ilości wina gruzińskiego i armeńskiego koniaku a jako zdeklarowany abstynent nie mogę zrobić z nich żadnego użytku. Pomożecie? Pomożemy – zawołali ochoczo wszyscy trzej. To dla nas zaszczyt pomóc prawnukowi Karola Marksa. Jestem fanem Manifestu Komunistycznego Pana pradziadka dodał Ochoczy Kombatant. Ruszyli w drogę do hotelu. Aby dodać sobie animuszu i przez wzgląd na pradziadka Frédérica Ochoczy Kombatant zaintonował: Wacht auf, Verdammte dieser Erde Heer der Sklaven, wache auf! Wróciły wspomnienia. Przypomniał sobie jak w Hiszpanii, nad Ebro w szeregach XIII Brygady Międzynarodowej im. J.Dąbrowskiego wraz z towarzyszami niemieckimi z XI brygady im. Ernsta Thälmanna śpiewali tę pieśń wygrażając lotnikom z Legionu Condor bombardującym ich pozycje. Oni w nas bombami, my w nich pieśnią – powiedział głośno w zamyśleniu. Śnieżny Kret i Eskimos spojrzeli po sobie znacząco. Jeszcze nie zaczęli pomagać przypadkowo spotkanemu na plaży Francuzowi a Ochoczy Kombatant już odleciał (przynajmniej tak się im wydawało). Gwiazdeczka zmarszczyła brwi. Jaki Karol Marks? Jaki Manifest Komunistyczny? Nic nie rozumiem, pomyślała ukrywając zdziwienie. Nie chciała jednak przepuścić okazji. Jest Pan artystą? – zapytała Frédérica Longuet. Czy ubezpieczył Pan swoje prace od przelotnej popularności? Tymczasem Ochoczy Kombatant nabrał animuszu. No pasarán! zawołał podnosząc w pozdrowieniu lewą dłoń zaciśnietą w pięść. Spod pachy wyleciał mu słój z Ogórkami Kiszonymi. Rozbił się z hukiem. Ogórki Kiszone uderzając gwałtownie, zobaczyły rój trójramiennych antyfaszystowskich gwiazd – emblemat Brygad Miedzynarodowych.
niedziela, 20 lutego 2011
Noc
Ochoczy Kombatant otworzył oczy. Spojrzał na Gwiazdeczkę. Jak zawsze spała na brzuchu mówiąc coś przez sen. Powoli, ostrożnie, opuszkami palców musnął jej kręgosłup przesuwając rękę niżej i niżej. Śpiąc, leniwie prężyła się pod jego dotykiem. Delikatnie polizał pośladek Gwiazdeczki. Poczuł gorzko słony smak jej skóry. Szczęśliwy, delektował się tą chwilą: dotykiem, smakiem, bliskością. Wstał ostrożnie i wyszedł na zewnątrz. Na zaspie siedzieli zgodnie Śnieżny Kret i Eskimos. W ciszy przerywanej od czasu do czasu trzaskaniem mrozu obserwowali nocne niebo. Ochoczy Kombatant usiadł obok nich. Z magicznej kieszeni wyjął ligerosy. Zapalili w milczeniu. Ciekawe, co robimy teraz w innych kwantowych wszechświatach, zapytał Śnieżny Kret. Na pewno, w którymś z nich siedzimy obserwując niebo tylko, że palimy partagasy – odpowiedział Ochoczy Kombatant. Spokój panujący wokół udzielił się także Ogórkom Kiszonym. Spokojnie dojrzewały w zalewie ufnie czekając na rozwój wypadków.
wtorek, 15 lutego 2011
Winyl
Ochoczy Kombatant wyjął ze swej magicznej kieszeni gramofon oraz czarny winyl. Starannie ustawił gramofon na zaspie, włączył i nastawił płytę. Przestrzeń wypełnił leniwy, głęboki, dźwięk saksofonu. Śnieżny Kret i Eskimos zaciekawieni, wyszli ze śnieżnego tunelu. Wszyscy trzej delektowali się muzyką. Wokalista śpiewał: So hard to share, the one you love with another guy Stali wokół gramofonu patrząc jak zahipnotyzowani na płytę, która obracała się monotonnie z prędkością 33 i 1/3 obrotów na minutę. Eskimos słuchał oniemiały. Nigdy nie słyszał takiego instrumentu. Co to jest? zapytał Ochoczego Kombatanta. To saksofon uświadomił go Ochoczy Kombatant. Czy mógłbym na nim zagrać? Dotychczas grałem tylko na bębnie z foczej skóry. Nie ma sprawy, odpowiedział Ochoczy Kombatant. Ponownie sięgnął do kieszeni. Wyjął piękny, jak boa zgięty, błyszczący jak psu jaja ogromny saksofon. Eskimos pożerał instrument wzrokiem nie mogąc się doczekać kiedy zacznie dmuchać. Niemal wyrwał saksofon z rąk Ochoczego Kombatanta, nabrał powietrza. Melodia popłynęła sama. Po dłuższej chwili Śnieżny Kret zanucił: Going back to California Eskimos był w transie. Dźwięki saksofonu przenikały wszystko wokół. Jakoś sam z siebie, bez przygotowania zagrał kolejną melodię. Rozgrzany Śnieżny Kret raczej melodeklamował niż śpiewał : I call her on the telephone W końcu nie wytrzymał także Ochoczy Kombatant. Poniosło go gdy usłyszał I'm Gonna Fight For You J.B. Bluesa wyssał z mlekiem matki, (choć jego mama nie miała o tym bladego pojęcia). Śnieżny Kret udawał grę na organkach, Ochoczemu Kombatantowi grał w duszy blues, Eskimos wywijał saksofonem. Kręcili się wokół gramofonu. Ich dusze, wyzwolone z cielesnej powłoki unosiły się nad nimi oglądając z góry i jakby z zewnątrz trzy postaci pląsające w obłędnym danse macabre. Szaleństwo przerwała Gwiazdeczka, która obładowana połciami sadła z lwa morskiego pojawiła się nagle, zmęczona lecz zadowolona ze zdobyczy. Czy zjaraliście jakieś zioło? Do diabła ciężkiego. Ja pracuję a wy balujecie. Noc arktyczna tuż tuż. Jak nie zgromadzimy zapasów to przez sześć miesięcy będziecie jedli tylko ogórki kiszone , pogroziła. Dobra chłopaki. Idziemy po krowę morską. Mając mleko i ogórki damy radę, zarządził Ochoczy Kombatant. Ogórki Kiszone usłyszały Gwiazdeczkę i poczuły swoją szansę. Ogórkowy monopol. Rozmarzyły się. Ogórki, śnieg, ogórki, ogórki, śnieg, ogórki ……. noc….
środa, 02 lutego 2011
Obrona
Leżeli na plecach obserwując trzy smugi kondensacyjne ze srebrnymi punktami na początku każdej z nich. Śnieżny Kret patrzył zdziwiony z otwartymi ustami. Co to może być? Może Bin Laden ukrywa się pod nami w jakiejś łodzi podwodnej. Jak kapitan Nemo, zauważył bez związku Eskimos. Co znowu za Bin Laden? - ponownie zdziwił się Śnieżny Kret. ………………………… Dowódca klucza P-51 Mustang nudził się jak mops. Właśnie kończyli trzecią godzinę rutynowego patrolu nad bezkresnym śnieżnym pustkowiem. W słuchawkach, wbrew regulaminowi, leciał All Along The Watchtower. Nagle ostry głos tłumiący Jimiego postawił go na baczność. Tu dowódca USAF do dowódcy klucza. ESZELON namierzył pod wami groźnych terrorystów. Rozkazuję zidentyfikowanie celów i ich natychmiastową eliminację. Zrozumiałem – odpowiedział dowódca klucza. Nareszcie coś się dzieje, pomyślał. Atakujemy cele pod nami – rozkazał radośnie. ………………………… Na odpowiedź nie starczyło już czasu. Srebrne punkty rosły w oczach zmieniając się w trzy szturmowe myśliwce P-51 Mustang walące do nich ze swoich 12,7mm Browningów MG 53-2. Nic tu po was, zarządził Ochoczy Kombatant. Śnieżny Kret i Eskimos zniknęli w mgnieniu oka. Ochoczy Kombatant wyjął ze swojej magicznej kieszeni armatę przeciwlotniczą Bofors 40mm. Jako zawołany żołnierz lubił ręczną robotę. Ustawił działko. Wymierzył w nadlatujące samoloty. Ogarnął go spokój. W głowie huczała mu Purple Haze. Czekając, uświadomił sobie, że tak naprawdę nie chce zestrzelić żadnego z nadlatujących Mustangów. P-51 Mustang to była jego miłość od czasu, gdy jako pilot 30.eskadry w składzie 1 Air Commando Group wspierając VIX Armię Brytyjską w jej ofensywie na Rangun toczył na tych samolotach ciężkie boje z Japończykami. Nagle go olśniło. RMS-y. To jest to. Błyskawicznie wyjął z kieszeni kilka Rozpylaczy Mgły Smoleńskiej. Rozrzucił je wokół. Mgła Smoleńska działała jak lustro weneckie. Ochoczy Kombatant obserwował pikujące samoloty sam będąc niewidoczny. Po chwili atakujący lotnicy widzieli tylko ciężki, nieprzenikniony całun mgły otulający przestrzeń pod nimi. System TAWS darł się jak opętany „pull up, pull up”. Widoczność zero – odchodzimy świecą w górę –rzucił komendę dowódca klucza. Mustangi, wyjąc potężnymi silnikami Rolls-Royce Merlin wystrzeliły w górę jak rakiety. To najpiękniejsza muzyka, rozmarzył się Ochoczy Kombatant. Choć Jimiemu też nic nie brakuje. Czy to zawody akrobatyczne? spytała Gwiazdeczka patrząc na samoloty. Właśnie skończyła ubezpieczać stado kaszalotów od diety krylowej. Co za nieporządek. Kto to posprząta, zawołała z naganą w głosie widząc rozbity słój, śnieg przeorany pociskami i zamarzające na nim Ogórki Kiszone. Ogórki Kiszone były jedyną ofiarą ataku. Leżały w śniegu zbite, ale szczęśliwe. Otwarte na nowe doświadczenie kulinarne. To był ich debiut w roli ogórkowych lodów . Jak każdych debiutantów zjadała je trema. |
Archiwum
Tagi
|