RSS
piątek, 26 stycznia 2018
Grzech ?

Szli energicznie ku otwartemu morzu z nadzieją na jakiś połów.

Śnieg skrzypiał pod ich nogami lekko sprężynując. Nagle rozpętało się piekło  – wokół nich eksplozje wyrzucały  w górę smartfony wolno opadające na spadochronach. Na dziesiątkach ich  świecących ekranów ubrana w niebieską sukienkę w białe grochy perkusistka zamaszyście, z ogromną radością waliła w bębny aż wióry leciały.

Patrzyli zaskoczeni.

Powoli docierały do nic słowa piosenki:

Bad business
Yeah you're all the same,
Say yes to the money
Then you pass the blame, yeah
All I see now is your greed
Dollar signs in your eyes
Got a lot on my mind
Want nothing to do with it
Got nothing to do with it1
)

Czy chce w ten niekonwencjonalny sposób coś nam powiedzieć?

Może nasza wyprawa to kiepski interes? Kolejny akt holokaustu ekologicznego? rzucił w mroźną przestrzeń Eskimos.

Dajmy sobie spokój z tym polowaniem, może faktycznie mimo woli unicestwimy jakiś zagrożony gatunek, przytaknął Ochoczy Kombatant.

Co w zamian? zastanowił się Śnieżny Kret.

Może wodorosty?

Świetny pomysł.

Ponoć da się z nich zrobić także doskonałą maseczkę cudownie rewitalizującą skórę twarzy i nie tylko, podnieciła się Gwiazdeczka.

Tymczasem wyrzucone w niebo smartfony powoli lądowały na śniegu. Na ich ekranach dwójka wykonawców kontynuowała swój show.

Widzą duet: kobietę i mężczyznę zauważył Ochoczy Kombatant.

Symboliczny pierwiastek żeński i męski.

I cóż w tym dziwnego, zbagatelizował sprawę Śnieżny Kret.

Nasunęła mi się pewna refleksja, niezrażony rozwijał swoją myśl Ochoczy Kombatant.

To istotne spostrzeżenie. Podejrzewam, że Wielki Stwórca jeśli wierzyć Pismu pierwotnie stworzył świat na swoje podobieństwo czyli wyłącznie w wersji męskiej, zakładając oczywiście, że nie jest dwupłciowy.

Niedoskonałość całego procesu stworzenia uzmysłowił mu Adaś, nasz praojciec, który w pewnym momencie poczuł brak czegoś, początkowo nieuświadomionego, w istocie jego drugiej połowy – Ewy. Dopiero kreacja pierwiastka żeńskiego – symbolizowanego przez naszą pramamusię zakończyła proces stworzenia.

Jego konsekwencją był bunt przeciw swoistej hibernacji – sztucznemu zamrożeniu emocji, ale przede wszystkim inteligencji, która w jakimś sensie jest wyzwaniem dla Stwórcy, sprowokowany przez Ewę.

Nie jesteśmy gorsi, potrafimy rozwikłać Twoje tajemnice i iść dalej, zdaje się mówić impertynencko.

To bawi Stwórcę – aprobując tę sytuację, śmieje się, puszczając do nas oko, ok, sprawdzam.

Takim sprawdzianem może być uniknięcie przez ludzkość samozagłady wraz z doszczętnie splądrowaną Ziemią lub wyrwanie się poza nią i podbój Kosmosu.

Przy okazji, obdarzając nas wolną wolą i wykopując z Edenu pozostawił nam pytanie bez odpowiedzi co akceptuje a co nie.

Czy zarżnięcie w ofierze dla niego pierworodnego to akt zbożny, zjednujący jego przychylność?

Czy wręcz przeciwnie?

Spanikowani, wymyśliliśmy grzech, który de facto nie istnieje, lecz mimo to jest takim samym realnym, użytecznym wynalazkiem jak choćby koło. 

Jak będzie nie wiemy, spuentował swój wywód Ochoczy Kombatant.

Skupmy się na tym co dziś, poprosiła Gwiazdeczka.

A stoimy przed ważnym problemem – co na obiad?

Jeśli o mnie chodzi wystarczy mi odrobina sadła foczego a na deser papieroch – zadeklarował Eskimos.

Choć nie mam nic przeciwko odwróceniu tej kolejności  – najpierw papieroch a potem cała reszta.

Ok zgodził się Ochoczy Kombatant wyjmując z magicznej kieszeni paczkę partagasów.

Zapalili obserwując krzątającą się Gwiazdeczkę, usiłującą przygotować jedzenie z tego co było pod ręką.

Czy to nie seksizm, powielanie odwiecznych stereotypów zdawała się mówiąc do nich C.C.2), wyzwolona z opresji płci, energicznie bębniąca w leżących wokół setkach smartfonów.

Ma rację, pomyślał Ochoczy Kombatant wspominając swoje niegdysiejsze przewagi pod Gaugamelą, Poitiers, Valmy, które z perspektywy czasu psu na budę się nie zdały.

Jako faceci nie mamy przyszłości lecz cóż nam szkodzi skorzystać z chwilowej przewagi?

Ogórki Kiszone twardo stąpały po ziemi. Wszelkie transcendentalne wzruszenia były im obce.

Liczył się konkret – woda, sól, czosnek, koper, chrzan.

1)Little Hurricane – Bad Business

2)Celeste “C.C.” Spina

10:09, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 stycznia 2018
General Intellect

Siedzieli w milczeniu, rozleniwieni, obserwując poprzez niespiesznie wirujące w powietrzu płatki śniegu szybującego na niebie głuptaka.

Każdy rok jak ten ptak,

Coś by tu

Ale co, ale jak?1)

zacytował Śnieżny Kret tłumiąc ziewanie.

Po chwili ich uwagę przykuł jakiś ruch.

Z bezmiernej białej pustki wyłonił się skuter śnieżny dosiadany przez tajemniczą postać.

Przybysz stanął przed nimi wyjmując z bagażu stolik, szklaneczki i butelkę whisky. 

To osiemnastoletnia Singleton of  Dufftown powiedział ze sztucznym uśmiechem nalewając zimny trunek do oszronionych szklaneczek, zachęcając gestem ręki oszołomioną trzódkę do degustacji.

Ci nie dali się dwa razy prosić.

Ostatni raz tak wyśmienity trunek piłem w winiarni u Fukiera, w październiku ’39 w Warszawie, kiedy to wyzwoliliśmy tamtejszą piwniczkę i zgromadzone w niej nieprzebrane zapasy doskonałych napitków, uśmiechnął się do swoich wspomnień Ochoczy Kombatant.

Służyłem wówczas w stopniu Oberstleutnanta w I. dywizjonie 46. pułku artylerii ciężkiej 10. (Górnobawarskiej) Dywizji Piechoty w składzie 13 Korpusu 8. Armii GA „Południe”.

Polską kampanię odbyliśmy w mig. Zdobyliśmy Warszawę i przejściowo nie mieliśmy nic do roboty. Rozpierało nas uczucie triumfu, myśleliśmy,  że jesteśmy niezwyciężeni.

Degustowaliśmy więc niespiesznie, tak jak dziś.

Już tak mam, że smakuje mi gdy jestem odprężony, wypoczęty. Świat wydaje się wtedy lepszy. W tym stanie mógłbym przenosić góry, rozgadał się Ochoczy Kombatant intensywnie smakując kolejną porcję whisky.

Ale źle skończyłeś – przytomnie zauważył Eskimos.

Niestety tak, pod Stalingradem, w radzieckiej niewoli.

Jednak jak widzicie przeżyłem i teraz wspólnie z wami delektuję się tą wyborną whisky.

Skoro tak, mój drogi przyjacielu czas na papierocha. W komplecie z tym doskonałym trunkiem to dopiero będzie frajda, entuzjazmował się Śnieżny Kret.

Brakuje jakiejś dobrej muzyczki, uśmiechnął się Ochoczy Kombatant wyjmując z magicznej kieszeni paczkę ligerosów i archaiczny gramofon z ogromną tubą.

Zapalili patrząc jak nakłada czarny krążek płyty i kręci korbą uruchamiając maszynerię.

Z głośnika dobiegł mocny głos:

Whoa Black Betty (bam-ba-lam)

Whoa Black Betty

Black Betty, Black Betty (bam-ba-lam)

Black Betty, Black Bety

Just steady Black Betty (bam-ba-lam)

Just steady Black Betty

Whoa Black Betty (bam-ba-lam)

Whoa Black Betty

Look at young Black Betty (bam-ba-lam)

Look at young Black Betty

Turn around Black Betty (bam-ba-lam)

Jump down Black Betty2)

Cóż to za stwór was rozpija, z przyganą w głosie odezwała się Gwiazdeczka zwabiona odgłosami muzyki, widząc ich radośnie raczących się trunkiem.

W ten sposób zmaterializowała się cyfrowa inteligencja, wyjaśnił jej Ochoczy Kombatant.

Przybysz jest algorytmem.

Robotem wyglądającym jak android.

Wie o nas więcej niż my sami o sobie.

Ciekawe jaki jest jego status prawny, zastanowiła się praktyczna jak zwykle Gwiazdeczka.

Jest tylko maszyną, czy czymś więcej?

Musiał przecież wykazać się inteligencją niemal ludzką aby przetrwać w tych ekstremalnych warunkach i nas odnaleźć. Uczyć się na własnych błędach, tylko szybciej od nas, zauważył Eskimos.

Samouczące się maszyny, znające nas na wylot, kształtujące nasze potrzeby i jednocześnie je zaspakajające, wytwarzające dobra i usługi, o których nawet jeszcze nie pomyśleliśmy dostępne powszechnie i my, zbędni?, oddający się nieróbstwu i nieumiarkowanej konsumpcji, fantazjował.

To jakaś upiorna perspektywa, przestraszyła się nie na żarty Gwiazdeczka.

Niekoniecznie, równi w dostępie do dóbr wszelakich, uwolnieni od trosk dnia codziennego oddawać się będziemy kulturze, sztuce, obcować ze sobą w miłości i pokoju.

Tak może skończyć się kapitalizm czego jako stary socyjał szczerze sobie życzę, przedstawił alternatywną wizję Ochoczy Kombatant.

Nie martwmy się przyszłością, na którą nie mamy wpływu.

Cieszmy się chwilą, przeciął dyskusję podstawiając szklaneczkę, którą robot natychmiast napełnił.

Miło was poznać, choć jesteście formacją schyłkową odezwał się android.

Prędzej niż później stracicie swą podmiotowość, będziemy partnerami funkcjonującymi w ramach jednej inteligencji zbiorowej, General Intellect, obejmującej zakumulowaną wiedzę całej ludzkości wykorzystywaną i rozwijaną przez inteligentne cyborgi.

Uspokajam was, to nic nowego.

Taki kierunek zmian przewidział już w roku 1858 Karol Marks w swoim dziele Grundrisse.

Mieliście czas aby się do nich przygotować.

Wracam, komu w drogę, temu sójka za morze, kontynuował. 

Wizyta u was kończy trasę promocyjną.

Dziś korporacje żądzą. Stać je na takie ekstrawagancje.

Zatem do zobaczenia w nowym wspaniałym świecie? zażartował dosiadając skutera.

W zadumie obserwowali oddalającą się sylwetkę androida, niknącą w śnieżnej bieli.

Szkoda whisky skomentował nieco trywialnie wizytę egzotycznego gościa Eskimos, który miał już nieźle w czubie.

Ogórki Kiszone nie uległy ogólnej konsternacji pomieszanej z niepokojem. Niezłomnie wierzyły, że żadna maszyna nie zdoła ich zastąpić.

1)Chochoły – Naście lat

2)Sari Schorr – Black Betty

08:36, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 października 2017
Księżyc

Leżeli na śniegu osłonięci od wiatru zaspą śnieżną.

Przez okopcone sadzą z palącego się sadła kaszalota fragmenty szklanych butelek obserwowali Słońce, które za chwilę miał zasłonić Księżyc. Jego dysk powoli zachodził na tarczę słoneczną, powodując istne egipskie ciemności.

Oczywiście to przesada, z tymi egipskimi ciemnościami pomyślał Ochoczy Kombatant. Lecz zrobiło się jakoś nierealnie – to nie noc polarna lecz niebo pociemniało na granatowo, okolicę spowijało dziwne światło. Śnieg nabrał niespotykanego wcześniej matowego odcienia bieli.

To zaćmienie Słońca, wyjaśnił sytuację swoim zaniepokojonym towarzyszom Ochoczy Kombatant. Po prostu Księżyc na chwilę zakrywa Słońce i świat pogrąża się w ciemności.

Księżyc, rozmarzyła się Gwiazdeczka.                                    

Daleki, romantyczny, nieskalany. Lubię patrzeć na niego gdy jest pełnia, lubię spacery w jego świetle z tobą Ochoczy Kombatancie, ciągnęła.

Ulegając nastrojowi zanuciła czule do jego ucha:

Ten, kiss me on the lips
Nine, run your fingers through my hair
Eight, touch me, slowly slowly
Seven, hold it
Let's go staight to number one
number one, to number one1)

Nie taki daleki, uśmiechnął się Ochoczy Kombatant, któremu odliczanie Gwiazdeczki skojarzyło się ze startem rakiety kosmicznej.

Jak to, zdziwił się Śnieżny Kret. Przecież go widzę wysoko na niebie.

Byłem tam, rzekł tajemniczo Ochoczy Kombatant.

Wylądowałeś na Księżycu? nie dowierzał Eskimos.

Tak, byłem na Księżycu, potwierdził.

Niemożliwe, zaoponował Śnieżny Kret. Nikt tam nie był.

A jednak, uśmiechnął się Ochoczy Kombatant.

Nie jesteś na bieżąco, wyjaśnił. Wszyscy wiedzą, że na Księżycu lądowali Amerykanie. Oficjalnie przeprowadzili sześć misji naukowych statkami kosmicznymi Apollo 11, 12, 14, 15, 16 i 17.

Nikomu nie ujawnili, że w trakcie tych misji, w okolicach krateru Fra Mauro zainstalowali anihilator pozytonowy – wyjątkowo niebezpieczny emitent antycząstek elementarnych zmieniający równowagę sił ówczesnych mocarstw na rzecz USA.

Nasi wykryli tę instalację. Nie mieliśmy wyboru – za wszelką cenę musieliśmy zlikwidować zagrożenie.

Wykorzystaliśmy fakt, że nie ma jeszcze międzynarodowej jurysdykcji obejmującej Srebrny Glob. Poza tym Amerykanie nie mogli się przyznać do potajemnej instalacji anihilatora, gdyż zagrożone poczułyby się inne państwa, także ich sojusznicy. Przykład Hiroszimy i Nagasaki jest pouczający. Rządy wszystkich państw wiedzą, że w przypadku zagrożenia ich interesów USA nie cofną się przed żadnym ludobójstwem.

Nie obawialiśmy się więc protestów opinii międzynarodowej w przypadku wykrycia naszej misji ani w razie jej powodzenia przyznania się Amerykanów do porażki.

Problem polegał na tym, kontynuował Ochoczy Kombatant, że nie dysponowaliśmy sprawnym lądownikiem. Nasz Łunnyj Korabl nigdy nie lądował na Księżycu a jego dotychczasowe misje kończyły się niepowodzeniem.

Jednak nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy wykorzystać to co mieliśmy.

Misja wydawała się straceńcza.

Po pierwsze nie wiadomo było, czy uda się wylądować na Księżycu. Po drugie nasz lądownik mieścił tylko jednego astronautę. Wreszcie po trzecie nie mieliśmy pewności czy po udanej akcji unieszkodliwienia anihilatora uda się wystartować z powierzchni Księżyca, dolecieć do rakiety i pomyślnie wylądować na Ziemi.

Służyłem wtedy w super tajnej jednostce Kosmiczeskich Sił Specjalnogo Naznaczenia tzw. Kosmiczeskim specnazie Krasnoj Armii stacjonujących w mieście, którego nie znajdziecie na żadnej mapie ZSRR.

Do tej straceńczej misji, w stylu kamikadze zgłosiłem się na ochotnika. Gdy spytali mnie o motywy decyzji zażartowałem, że spodziewam się spotkać tam Twardowskiego, a więc będzie nas dwóch herosów do realizacji zadania. Ten argument przeważył.

Cóż wam będę opowiadał. Na orbitę księżycową wyniosła mnie rakieta Sojuz-Ł, Łunnyj Korabl pomyślnie wylądował a ja, po pewnych perypetiach zdemontowałem anihilator zainstalowany przez Amerykanów. Niestety z powodu niedostatku miejsca nie mogłem zabrać na pokład żadnej jego części. Praktycznie wypełniałem sobą cały lądownik.

Po szczęśliwym powrocie na Ziemię, zostałem Gierojem Sowietskogo Sojuza, najbardziej tajnym w całym Związku Radzieckim.

Do dziś oficjalnie mówi się tylko o trzech rosyjskich nieudanych próbach z lądownikiem księżycowym.

Amerykanie doskonale wiedzą o mojej misji jednak milczą, nie mogąc się oficjalnie przyznać do budowy na Srebrnym Globie  militarnej infrastruktury.

Ciekawi mnie, czy spotkałeś tam Twardowskiego, nic o tym nie wspomniałeś – dopytał Śnieżny Kret.

To żart, legenda o szlachcicu, który rzekomo zaprzedał duszę diabłu i nie chcąc wypełnić warunków umowy umknął przed nim na Księżyc. Uprzedzając ewentualne pytania – diabła na Księżycu też nie spotkałem.

Mój ty bohaterze - Gwiazdeczka przytuliła Ochoczego Kombatanta szepcząc

Six, lips
Five, fingers
Four, play (foreplay)
Three, to number one1)

Ta erupcja czułości sprowokowała Ochoczego Kombatanta do natychmiastowego działania.

Przed eskalacją karesów powstrzymała go jednak sentencja Eskimosa wyrażona w inuickim przysłowiu „cygarety na wety uśmierzą wszelkie podniety”.

Aluzju poniał, uśmiechnął się Ochoczy Kombatant wyjmując z magicznej kieszeni paczkę ligerosów.

Zapalili w pełnym blasku Słońca, które uwolnione od przesłony Księżyca radośnie świeciło prosto w ich twarze.

Tylko Gwiazdeczka była czegoś markotna. W jej głowie niczym mantra brzmiała fraza „Touch me, Let's go straight, To number one1)”.

Ogórki Kiszone na co dzień twardo trzymały się Ziemi lecz mimo wszystko miały pretensję do Ochoczego Kombatanta, że nie zabrał ich ze sobą na tę niebezpieczną misję choćby w formie liofilizowanej. Stan nieważkości, o którym kiedyś słyszały silnie działał na ich wyobraźnię.

1)Touch & Go – Straight To Number One

18:53, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 września 2017
Osama

Ochoczy Kombatant kontemplował rozściełające się przed nim bezkresne śnieżne pustkowie.

Widok ten wyzwolił w nim nagłą potrzebę pisania. Z magicznej kieszeni wyjął czysty zeszyt i wieczne pióro. Napełnił je czerwonym atramentem, przyłożył stalówkę do kartki papieru.

Ale o czym mam pisać, zastanowił się niezdecydowany. 

Dziennik? Zatrzymać czas? Upływające dni  wydały mu się monotonne i nieistotne.

Opisać swoich towarzyszy?

Jeśli szczerze, a pamiętnik wpadłby w niepowołane ręce mogłoby to być powodem niesnasek, gdyż jako stary hipokryta nie zawsze mówił im co o nich myślał.

Pamiętnik wewnętrznie ocenzurowany byłby bez sensu.

Zarzucił więc ten pomysł.

Jednak rozpierała go chęć pisania.

Może powieści sf?

Koncept ten wydał mu się doskonały.

Cykl powieści detektywistycznych.

Walka dobra i zła w ciągu dziejów.

Detektyw, miecz na terrorystów, rozpracowujący przestępcze siatki, udaremniający zamachy mogące zmienić losy świata, skutkujące potencjalnie gigantycznymi ofiarami.

Czy mogę wykorzystać swoje doświadczenie zastanowił się Ochoczy Kombatant sięgając myślami wstecz do bojowej przeszłości?

Nagle przed oczami stanęła mu rozżarzona niczym piec saharyjska pustynia, z jej mieniącymi się kolorami starego złota piaskami, karawany Beduinów przemierzające na dromaderach niekończące się pasma diun.

Wspomniał swojego towarzysza Osamę ibn Ladena, z którym ramię w ramię walczyli w niejednej potrzebie zdobywając dla kalifa Abd al-Mumin ibn Alego Atlas Średni i Kordobę, stwarzając w ten sposób podwaliny kalifatu Almohadów.

Tak, Osama może być bohaterem cyklu powieści.

Gdy już podjął decyzję, tematy poszczególnych tomów wezbrały mu w głowie niczym rwący potok.

O czym tak dumasz, zaciekawił się Śnieżny Kret widząc czystą stronę i wieczne pióro gotowe do użycia.

Podjąłem decyzję – napiszę serię powieści detektywistycznych.

Bohaterem moich książek będzie detektyw, nieustraszony tropiciel terrorystów Osama ibn Laden.

W ciągu dziejów zapobiegnie zbrodniczym knowaniom różnych nawiedzonych nikczemników.

Udaremni je rozszyfrowując zbrodnicze zamiary i eliminując przeciwników.

Czy przewidujesz jakąś postać kobiecą? W twojej powieściowej serii powinna wystąpić intrygująca niewiasta, tylko nie Ruda, pogroziła palcem Gwiazdeczka.

Pomyślę o tym, odparł Ochoczy Kombatant.

A inne postaci? dopytał Eskimos.

Pozostali bohaterowie twoich powieści?

Będą nimi alter ego bohatera, czarny charakter, szef przestępczej, międzynarodowej siatki - Lavie Tidhar oraz na życzenie Gwiazdeczki tajemnicza kobieta, rozdarta uczuciowo pomiędzy Osamą a Lavie ciemnoskóra Vanessa.

Cykl powieściowy zatytułuję: Osama ibn Laden. Miecz na terrorystów.

Z podtytułami:

Misja Brutus. Jak udaremniłem zamach na Juliusza Cezara.

Misja Starzec z Gór. Jak ocaliłem Filipa I de Montfort-Castres.

Misja World Trade Center. Jak zapobiegłem uderzeniu Al-Kaidy.

Misja Cercanias. Jak udaremniłem zamach na miejską kolejkę w Madrycie.

Misja Afganistan. Jak zniknąłem w Tora Bora.

To pierwsze historie, które przyszły mi do głowy. Jeśli znajdą czytelników, w zanadrzu mam już następne. Liczę na to, że tak, gdyż wszystkie będą opowieściami mrożącymi krew w żyłach, z zaskakującymi zwrotami akcji.

Czy książki wydasz pod własnym nazwiskiem? Nawiasem mówiąc nadal go nie znamy zapytał Eskimos.

Wolę pozostać anonimowy. Nie zależy mi na rozgłosie. Wydam je jako Mike Longshott.

Chwilę, naszła mnie wena, przeprosił towarzyszy Ochoczy Kombatant i gwałtownie zaczął pisać wypełniając na czerwono białą kartkę papieru tekstem pierwszej powieści;

Osama ibn Laden wszedł do Rick’s Café. Usiadł przy barze i zamówił French 75. Dopłynął do Casablanki na chybotliwym jachcie i atlantyckie fale nadal szumiały mu w głowie. Czekając na drinka rozejrzał się ukradkiem po mrocznej sali. Na niewielkiej scenie ciemnoskóra piosenkarka śpiewała:

and all of a sudden
somebody points a knife at my throat
and then it was like ‘whoops’
i had only fifty dollars to survive because I was so poor
in Harlem
in Harlem
i was just actually like thinking about my fifty dollars
all i had to survive
in Harlem
and then what's for ya
fuck you
that's great place New York, I mean best bagels and muffins in the world1)

Barman przyniósł mu drinka, który Osama wypił jednym haustem.

Spojrzał w kąt sali. W cieniu, przy stoliku siedział Lavie Tidhar. Pozornie rozluźniony nad szklaneczką rumu, z niedopalonym partagasem w prawej ręce wydawał się całkowicie pochłonięty występem piosenkarki. Jednak z pod półprzymkniętych powiek uważnie obserwował Osamę.

Coś się kroi, wiadomość o przygotowywanym zamachu zdaje się potwierdzać. ESZELON na hasło Tidhar wypluł wiele niepokojących informacji, przemknęło przez głowę Osamy na widok Laviego .”

Co było dalej, z wypiekami na twarzy gorączkował się Eskimos.

Nie wiem, szczerze odpowiedział Ochoczy Kombatant. Jeszcze nie wymyśliłem dalszego ciągu.

Przegryźmy coś, bo z powodu tej dyskusji nie jadłem jeszcze śniadania.

Mogą być ogórki kiszone i jaja pingwinów, spytał Śnieżny Kret.

Nie czekając na odpowiedź migiem się uwinął stawiając na zaimprowizowanym z tafli lodu stole obiecane wiktuały.

Wszyscy jedli z apetytem myśląc o dalszym ciągu powieści, która tak interesująco się zaczęła.

Może pobudzi cię dawka nikotyny głośno zastanowił się Eskimos.

Nie zawadzi spróbować, uśmiechnął się Ochoczy Kombatant wyjmując z magicznej kieszeni paczkę partagasów. Zapalili, niczym powieściowy Lavie Tidhar w Rick’s Café, wcielając się w wyzutych spod prawa złoczyńców.

Nie wczuwajcie się za bardzo w tę rolę, czy nikt z was nie chce być Osamą ibn Ladenem - pozytywnym bohaterem? trzeźwo zaoponowała Gwiazdeczka.

Może następnym razem. Zapalimy ligerosy i będziemy Osamą ibn Ladenem – młotem na oprychów, zadeklarował Śnieżny Kret.

Ogórki Kiszone były w siódmym niebie. Zjadane a więc odgrywające istotną rolę. Zastanawiały się, czy Ochoczy Kombatant obsadzi je w swoich detektywistycznych powieściach sf a jeśli tak, to po stronie dobra czy zła? Nie wiedziały, że Ochoczy Kombatant już postanowił – będą niebezpiecznymi narzędziami w rękach terrorystów, groźnymi, niewykrywalnymi bombami, eksplodując, śmiertelnie rażącymi zabójczymi pestkami.

1)Touch and Go – Tango in Harlem

11:18, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 września 2017
Kawa

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Moje prawo to jest pańskie lewo.
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
a ja - rozdarte drzewo1).

Gwiazdeczka nie mogła opędzić się od słów tej piosenki.

Była przygnębiona.

Od jakiegoś czasu nie układało się jej z Ochoczym Kombatantem.

Przynajmniej odnosiła takie wrażenie.

Czy on przestał być atrakcyjny dla niej czy ona dla niego?

Nie mogła się zdecydować.

Tymczasem Ochoczy Kombatant nieświadom rozterek Gwiazdeczki przygotowywał poranną kawę. Rozcierał w moździerzu zrobionym z kości wieloryba ziarna kardamonu. Jego owoce poznał i zakochał się w ich smaku gdy na statku Adventure Galley w poszukiwaniu łupów zapędzili się aż do Wybrzeża Malabarskiego na Oceanie Indyjskim gdzie złupili statek  Mary płynący pod banderą hinduskiego maharadży. Kapitan Kidd rozkazał im potem zwrócić zdobycz, lecz parę woreczków strączków kardamonu zmieniło wówczas właściciela.

Lubił kawę z kardamonem.

Ceremoniał picia kawy miał dla niego ogromne znaczenie i pochłaniał go bez reszty.

Zawsze z niecierpliwością czekał na ten poranny rytuał. To jedyny przejaw luksusu, na który sobie pozwalał.

Uwielbiał moment podejmowania decyzji w jakiej z wielu filiżanek ją wypije. Tym razem jego uwagę przyciągnęły dwie z nich: Palomy Picasso, walcowatej, czerwonej, z motywami słońca i księżyca, z manufaktury Villeroy&Boch i Ekateriny Moré, lilipuciej czarki Rosenthala ozdobionej wizerunkiem Rudej.

Wybrał Moré z motywem twarzy kobiecej okolonej rudymi włosami.

Z kawiarki przelał gęsty, czarny, aromatyczny napój. Dodał nieco cukru trzcinowego. Pił samotnie, gdyż reszta towarzystwa nie przepadała za tym napojem.

Zapach kawy przyciągnął uwagę Gwiazdeczki. Podeszła do Ochoczego Kombatanta siedzącego z mikroskopijną filiżanką w ręku chcąc podzielić się z nim swoimi troskami.

Zmroził ją widok filiżanki. Jej oczy boleśnie kłuły rude pukle oplatające ścianki naczynia.

A więc podświadomie myśli o niej a nie o mnie, pomyślała. Poczuła się dotkliwie zraniona.

Zatrzymała się niezdecydowana.

Ochoczy Kombatant wstał na jej widok szeroko się uśmiechając.

Mam coś dla ciebie powiedział obejmując ją czule i  ofiarowując Gwiazdeczce wyjęty z magicznej kieszeni jej ulubiony czekoladowy batonik.

Chyba jednak mnie kochasz powiedziała z ulgą. Ostatnio nurtowały mnie wątpliwości co do twoich uczuć.

Jej obawy pierzchły jak stado pingwinów, dostojnie i bez pośpiechu.

Śnieżny Kret i Eskimos wychodząc natknęli się na czule obejmującą się parę.

Nie jestem fanem kawy ani batonów czekoladowych powiedział Eskimos.

Wolę stek z morsa i papierochy. Będą pasowały do twojej kawy, zwrócił się do Ochoczego Kombatanta.

Masz rację, uśmiechnął się Ochoczy Kombatant wyjmując z magicznej kieszeni paczkę partagasów. Zapalili z przyjemnością, przegryzając foczymi skwarkami, które akurat mieli pod ręką.

Swoją drogą intryguje mnie skąd u ciebie ten egzotyczny nałóg, zwrócił się Śnieżny Kret do Ochoczego Kombatanta mając na myśli picie kawy.

To pamiątka po mojej eskapadzie do Etiopii. Trafiłem tam z kontyngentem czterystu portugalskich piechurów. Przybyliśmy z Goa aby wesprzeć chrześcijańskie wojska Negusa Klaudiusza w ich walce z muzułmańskimi agresorami z Sułtanatu Adal dowodzonymi przez Ahmeda ibn Ibrahima al-Gazi zwanego „Grani” czyli Mańkutem.

Pod Baçente, w brawurowym ataku dowodzeni przez Cristovão da Gama roznieśliśmy w puch niewiernych, sami prawie bez strat.

Właśnie w czasie tamtej kampanii wszedł mi w krew nawyk picia kawy – etiopskiego wynalazku.

Nie wiem, czy to źle, lecz nie mam pojęcia gdzie leży Etiopia. Lecz jeśli miałbym wybór wybieram nasze śnieżne pustkowie, roześmiał się Eskimos.

Ja też je lubię, skonstatował Ochoczy Kombatant lustrując wzrokiem rozświetloną wszystkimi kolorami tęczy, mroźną, skutą lodem przestrzeń.

Ogórki Kiszone cierpiały w chwilowym zapomnieniu. Pocieszały się, że są niezastąpione. Wiedziały, że kiedyś znajdą się w centrum zainteresowania.

1)Na zakręcie – Krystyna Janda

23:33, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 maja 2017
Odejście

Ochoczy Kombatant otworzył oczy.

Posłanie obok było zimne i puste.

Odeszła bez pożegnania.

Może to i lepiej, że właśnie tak.

Rozstania są krępujące, jakieś niezręczne.

Nic tego nie zapowiadało. Jeszcze nie tak dawno hucznie świętowali 6030 rocznicę wspólnego, samodzielnego życia wspominając Eden i swój sprzeciw wobec niepodzielnie nim rządzącego Absolutu. To pierwszy w dziejach rewolucyjny akt wybicia się na samodzielność. Zamach na hierarchię i przyrodzony porządek rzeczy. Był z tego dumny.

Gwałtownie wyszedł na dwór.

Nie czuł mrozu.

Martwym wzrokiem wpatrywał się w bezbrzeżną śnieżną pustkę.

Uświadomił sobie, że jedynym sensem jego życia była miłość Gwiazdeczki, nawet nie tyle jego do niej co właśnie jej do niego. Bez jej miłości był nikim, życie jego nie miało sensu. Zrozumiał, że to co robił bez niej to tylko mozolne, w pocie czoła zabijanie czasu, bezsensowny ersatz życia w istocie pustego i bez znaczenia.

Z natury powściągliwy, nigdy jej o tym nie powiedział, że żył jej miłością i dla niej.

Był wolny, lecz …… co za ironia losu, pomyślał.


The devil's going to make me a free man
the devil's going to set me free
The devil's going to make me a free man
the devil's going to set me free

……

Ain't got no place to call a home,
only chains and broken bones.
Ain't got no place to call a home
so come on lord won't you take me now
Ain't got no place to call a home,
only chains and broken bones.
Ain't got no place to call a home
so come on lord what you waiting for1).

Nie użalaj się nad sobą, nam też jest ciężko, przyjacielsko objął go ramieniem Śnieżny Kret.

Nas też opuściła i nie jest nam z tym dobrze, a mówię to także w jego imieniu, dodał widząc zmierzającego ku nim Eskimosa.

Usiedli, a serca ciążyły im jak kamienie młyńskie. 

Przytłaczającą ciszę przerwał Eskimos retorycznym pytaniem – zapalimy?

Ochoczy Kombatant nerwowo sięgnął do magicznej kieszeni.

Wyjął z niej trzy cygara Partagas Serie P No. 2 Tubos.

Wyjęte z czarnych tubusów, zakończone szpiczasto ciemnobrązowe cygara skojarzyły mu się z amunicją do zdobytego w Afryce w czasie ciężkich walk niemieckiego MG 42.

Służył wtedy jako Marechal de Logis Chef 4 servis w 2 Batalionie 1 Dywizji Wolnych Francuzów należącym do legendarnej 13ème demi-brigade de Légion Étrangère. W czerwcu 1942r. zostali okrążeni przez doborowe jednostki Deutsches Afrikakorps Erwina Rommla w libijskim forcie Bir Hakeim. W straceńczym kontrataku, okupionym dużymi stratami udało się im przerwać niemieckie linie i wraz z dowódcą gen. Kœnig’em wyrwać z oblężenia. 

Teraz z towarzyszami siedział w środku białej bezkresnej podbiegunowej pustyni, opuszczony i samotny.

Oddali się rytuałowi rozpalania cygar, po kolei odcinając kapturki, podpalając szczapki cedrowe i rozżarzając od nich stopy cygar. 

Celebrując z wolna palenie, rozkoszując się zapachem i smakiem Partagasów zastanawiali się, czy to już koniec czy też to tylko chwilowy kaprys Gwiazdeczki.

Może wróci? rzucił w przestrzeń pytanie Ochoczy Kombatant wyrażając nadzieję wszystkich trzech, nagle osieroconych towarzyszy.

Ogórki Kiszone głęboko w to wierzyły. Egzystencja bez Gwiazdeczki wydawała się im bez sensu. Nikt tak jak ona nie potrafił ich doprawić. Wychodząc spod jej ręki smakowały najbardziej. Pocieszały się, że Gwiazdeczce nigdzie lepiej nie będzie, niż tu, w jej małej, śnieżnej i mroźnej ojczyźnie. Wróci na pewno.

1)Kaleo – Broken bones

08:15, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
Rocznica

Hot-stamping, hot-print, hot-stamping, hot-print powtarzała zmartwionym głosem Gwiazdeczka.

Złote na czarnym to był jej problem.

Zamierzała hucznie obchodzić jubileusz swojego związku z Ochoczym Kombatantem.

Przez przypadek, studiując tekst Adelarda z Bath, skonstatowała, że znają się ok. 6030 lat. W ciągu tych lat nie zawsze byli razem, rozłąka była raz dłuższa, raz krótsza. Jednak okrągła data zobowiązuje.

We wspomnieniach wróciła do okoliczności ich eksmisji z Edenu.

Było, minęło pomyślała.

Lecz w monotonii śnieżnej pustki dobrze mieć pretekst do jakiejkolwiek uroczystości. Sześtysięcytrzydziestolecie znajomości będzie jak znalazł.

To miała być niespodzianka.

Chciała aby uroczystość wypadła wytwornie i okazale, zaskakując jej uczestników.

W tajemnicy zamówiła czarne świece, kreację w kolorze czerwonym, ulubionym przez OK, dopełnioną toczkiem i woalką nadającą jej wizerunkowi pewną tajemniczość.

Wszystko w kolorach wyraźnie kontrastujących z mroźną, rozświetloną letnim słońcem bielą otaczającą ich przez pół roku podbiegunowego dnia.

Niestety głuptak wysłany ze świecami zgubił drogę.

Problemem okazały się też zaproszenia – czarne ze złotymi napisami.

Praktycznie nie do wykonania na podbiegunowym terytorium.

Siedziała na krześle skleconym z kłów lwów morskich nakrytych foczą skórą, nerwowo machając nogami, pogrążona w niewesołych myślach.

Złote na czarnym to była jej zmora i wyzwanie.

Hot-stamping, hot-print, hot-stamping, hot-print powtarzała jak mantrę.

Obawiała się, że z niespodzianki będą nici.

Żałowała, że nie ubezpieczyła swojej uroczystości od bylejakości i codzienności.

Cóż cię tak gnębi zapytał z troską Eskimos widząc jej zmartwioną minę.

Rada nie rada postanowiła zwierzyć się z troski – w okolicy nikt nie potrafi wydrukować czarnych zaproszeń ze złotym nadrukiem a czas goni.

Nie możesz po prostu nas zaprosić ustnie zdziwił się Śnieżny Kret. Przecież widzimy się co chwilę.

Nie, odpowiedziała Gwiazdeczka. To bardzo ważna dla mnie, a myślę, że także dla Ochoczego Kombatanta rocznica.

Czy zaprosisz także Absolut zainteresował się Eskimos. Ostatecznie był twoim stwórcą.

Nie, on ciągle nie wybaczył mi determinacji aby żyć po swojemu, odpowiedziała.

Pomogę ci, zaoferował się Eskimos.

Moi przodkowie w czasie gorączki złota na Alasce posiedli wiedzę zdobienia złotem na gorąco. Tę umiejętność przekazywali w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Nie wiedziałem tylko, że biali nazywają ją hot-stamping. Myślę, że uda mi się wykonać kilka złotych napisów. Muszę tylko wysłać do krewnych na Alasce wiadomość, aby użyczyli mi nieco złotej folii. Wiem, że z dawnych czasów zostało im trochę złota, którym wspomogą krewniaka w potrzebie.

Znajomy głuptak uwinie się z tym raz dwa.

Skoro masz być tajemniczą Czerwoną Damą może dla podkreślenia nastroju użyjemy RMS-ów. W oparach Mgły Smoleńskiej cała uroczystość będzie jeszcze bardziej nierealna entuzjazmował się Śnieżny Kret.

Będzie dobrze, twój plan z niewielką pomocą przyjaciół się ziści.

Oh, I get by with a little help from my friends
Mm, I get high with a little help from my friends
Mm, gonna try with a little help from my friends1)

zaintonował przejęty ważnym zobowiązaniem wobec Gwiazdeczki.

Zdążymy ze wszystkim i zaskoczymy Ochoczego Kombatanta – upewnił ją Eskimos.

Ale, ale jak ustaliłaś tę okrągłą rocznicę.

6030 lat to szmat czasu. Nie zdziwiłbym się, gdybyś straciła rachubę, dopytywał.

Ustalili ją bibliści studiujący Pismo. Tyle lat ich zdaniem minęło od wyrzucenia nas z Edenu. Poza tym mój mózg działa jak komputer. Pamiętam wszystkie daty, rocznice, imieniny, urodziny i nie mogę go zresetować, przyznała się Gwiazdeczka.

To strasznie niebezpieczna przypadłość, pamiętać wszystko zaniepokoił się Śnieżny Kret. I ogromne obciążenie psychiczne, spojrzał na nią z troską.

Zapewniam was, daję radę uspokoiła ich obawy.

Tajne zebranie dobiegło końca.

Dwaj konspiratorzy postanowili odszukać Ochoczego Kombatanta mając nadzieję na wspólne wypalenie papierocha, wszystko jedno ligerosa lub partagasa.

Ogórki Kiszone cieszyły się zapowiedzianą ucztą. Zjadanie ich było sensem ogórkowego życia.

1)Joe Cocker – With a Little Help From My Friends

08:11, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
Trauma

Ochoczy Kombatant nerwowo przewracał się na posłaniu.

Walczył we śnie, wiercąc się i żywo gestykulując.

Śnił mu się szturm na Amba Alagi w maju 1941r.

Znowu roznosił w puch Deutsche Motorisierte Kompanie, niemiecki oddział wspierający wojska Africa Orientale Italiana dowodzone przez Amadeo, księcia Aosty i wicekróla Etiopii.

Żydowscy komandosi  triumfujący nad nordyckimi nadludźmi.

Walczył wówczas pod dowództwem ppłk H. J. Catora w 51 ME Commando, które składało się głównie z palestyńskich Żydów i Arabów. Został tam skierowany przez Haganę potrzebującą doświadczonych żołnierzy. W długim marszu z Sudanu wspólnie z 4 Dywizją Indyjską dotarli do Etiopii pod zbocza Amba Alagi.

Obudził się. Przetarł oczy.

Zaskoczony zobaczył krew na ręce.

To z nosa, odkrył ze zdziwieniem.

Gwałtownie wyszedł na dwór tamując pigułą śnieżną spływającą krew.

Co się stało? zaciekawił się Śnieżny Kret widząc jego pokiereszowany nos.

Daj zaszyję ci ranę zaoferował się Eskimos wyjmując z woreczka zawieszonego na szyi kościaną igłę i kawałek suszonego jelita zwierzęcego. Po zabiegu przynajmniej przez jakiś czas będziesz wyglądał jak dzielny weteran po przejściach.

Gwiazdeczka dała ci w kość? roześmiał się przyjaźnie.

Nie, odpowiedział Ochoczy Kombatant – mocno śni i we śnie rozmawia sama ze sobą.

To ja znowu walczyłem gwałtownie gestykulując.

Opowiedział swoim przyjaciołom nie szczędząc szczegółów historię walk o Amba Alagi.

Cóż, może to nieświadome samookaleczanie jest wyrazem zespołu stresu pourazowego. Widać się nie zatarła trauma tamtych przeżyć, zdiagnozował problem Śnieżny Kret.  

Lecz nie przejmuj się tym, kilka machów postawi cię na nogi optymistycznie zaordynował Eskimos.

Chyba masz rację.

Jak mówi poeta:

Na zmartwień moc, na skoki w bok

Na ciężki dzień, na ciężką noc

Na forsy brak i na humor zły

Na myśli czarne i na psa, który znikł

Nawet gdy chłodno i pada grad

Palcie Sporty – to pomoże w troskach wam1)

Świetny tekst, ucieszył się Eskimos.

Może być naszym hymnem.

Nie rozumiem tylko frazy „palcie Sporty”, czyli co? dopytywał.

To była marka najbardziej popularnych papierosów, roześmiał się Ochoczy Kombatant.

Nie zwlekając dłużej wyjął z magicznej kieszeni paczkę ligerosów. Zapalili, kontemplując jego fantazyjnie zszyty nos. Wygląda imponująco, zażartował Śnieżny Kret.

Tymczasem Gwiazdeczka śniła szalony sen o miłości, z Ochoczym Kombatantem w głównej roli.

Dla Ogórków Kiszonych traumą byłoby ich nieużywanie. Jednak im to nie groziło. W podbiegunowym menu były niezastąpione. Zawsze mogły liczyć na apetyczne zainteresowanie.

1)Kawalerowie – Palcie tylko Sporty

08:09, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lutego 2017
Dłuższa perspektywa

Ochoczy Kombatant przyspieszył zaintrygowany dobiegającymi go dźwiękami disco.

W roziskrzonym podbiegunowym słońcem śniegu zobaczył najpierw unoszące się w powietrzu, przymocowane do niewielkich balonów misternie ociosane przez Eskimosa kule lodowe udające światła stroboskopowe.

Wirowały migocąc, w świetle słonecznym mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy.

Gwiazdeczka, Śnieżny Kret i Eskimos zapamiętale pląsali w takt  przeboju Donny Summer.

Lookin' for some hot stuff baby this evenin'
I need some hot stuff baby tonight
I want some hot stuff baby this evenin'
gotta have some hot stuff
gotta have some love tonight
I need hot stuff
I want some hot stuff
I need hot stuff1)

Przyłączył się do harców lecz bez przekonania.

Nie podzielał ogólnej radości.

Wśród euforycznej zabawy poczuł się wyobcowany i samotny.

Jaki pretekst wymyśleć dla dalszego życia?

Dla kariery zawodowej? – bez sensu, to już za mną odpowiedział sam sobie.

Przydam się ludzkości? – nie sądzę.

Dokonam jakiegoś heroicznego czynu zmieniającego losy świata? – zdecydowanie nie.

Wymyślę „proch”? – nie wymyślę.

Dla rodziny? – dla mnie to przereklamowana atrakcja.

Jak mam odpowiedzieć po co jeszcze żyję?

Wydaje mi się, że tak naprawdę po nic.

Podobny nastrój udzielił mu się w czasie ofensywy „Wacht am Rhein” w Ardenach. Dowodził wówczas w stopniu majora batalionem rozpoznawczym LVIII.Panzerkorps w 5.Panzerarmee, Panzergruppe West.

Gnał w swoim Luchs na St. Vith wiedząc, że i tak wszystko stracone. Był żołnierzem, podniecała go walka jednak nie mógł opędzić się wrażeniu, że to nie ma sensu, że Europy po raz drugi nie zdobędą.

Może ratunkiem dla mnie będzie wzmożenie religijne pomyślał.

Jakiś wzniosły transcendentalny cel w życiu, którego realizacji oddam się bez reszty.

Żyć na chwałę Boga. To jest jakiś pomysł.

Pochłonięty czarnymi myślami nie zauważył końca zabawy.

Znowu filozofujesz zaśmiał się Eskimos patrząc na zamyślonego Ochoczego Kombatanta bezradnie stojącego na środku zaimprowizowanego „parkietu”.

Powiedzcie mi, po co żyjemy? Jaki sens ma bycie tu i teraz? – zwrócił się do obecnych.

Żyjemy dla siebie, bez wahania odpowiedziała Gwiazdeczka. Żyję dla ciebie, ty jesteś moją drugą połową. Mam nadzieję, że również czujesz tak samo.

To prawda, przytaknął Śnieżny Kret patrząc na Eskimosa. My też nie możemy żyć bez siebie. Uzupełniamy się, stanowiąc jedność.

Macie rację, ratunkiem dla nas, sensem naszego życia jest miłość. To ona sprawia, że z radością otwieramy oczy uświadomił sobie Ochoczy Kombatant.

W przypływie miłości, nagle pogodzony z życiem, poczuł, że rozpiera go energia.

Jako człowiek czynu natychmiast musiał coś zrobić.

Momentalnie wyjął z magicznej kieszeni paczkę partagasów. Obdarowani nimi Eskimos i Śnieżny Kret z przyjemnością zapalili.

Jednak czas wszystko zmienia zauważył nostalgicznie Śnieżny Kret obserwując spopielający się papieros.

Owszem, przytaknął Eskimos. W dłuższej perspektywie i tak wszyscy umrzemy.

Co z nas zostanie po śmierci, zastanowił się.

Może gdzieś w kosmosie jakaś forma inteligencji kwantowej będąca sumą naszych własnych, indywidualnych doświadczeń, nieuchwytny ślad po naszym istnieniu, odpowiedział Ochoczy Kombatant.

A może nic – skwitował sceptycznie Śnieżny Kret.

Nie wpadajmy w minorowy nastrój ożywił się Ochoczy Kombatant.

Jest pięknie.

Teraz ja, posłuchajcie, zaśpiewała rozochocona Gwiazdeczka:

Выйду на горушку, посмотрю в долинушку
Чи не їде, чи не йде серденятко моє.
Скажи моя мила с каких пор любить стала,
С тех пор я люблю, как гуляла во саду,

Я по садику гуляла, я в родителя сваго,
Я по садику хожу, на якошко нигляжу.
Что на этом окне ляжала примета,
Ляжала примета с винограда вета

Виноград, мой виноград, виноград зеленый мой
Виноград висит на ветке, соловей поет у клетки
Соловей мой, соловей, канареюшка моя,
Спой песню свою, про жизнь горькую мою2),

Ogórki Kiszone wolały disco, gdyż miały nadzieje na świetną zabawę z nimi w roli głównej, czekały z niecierpliwością aż ktoś je schrupie.

1)Donna Summer – Hot Stuff

2)ДахаБраха – Baby (Дитина)

20:27, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 stycznia 2017
Cichy Wielbiciel

Śnieg skrzył się w słońcu.

W doskonałych humorach wracali z wyprawy obładowani krioplanktonem - bruzdnicami, orzęskami, słonecznicami, wrotkami, widłonogami i innym tałałajstwem.

Już czuli smak pysznej zupy.

Nagle stanęli zaskoczeni.

Przed wejściem do śnieżnego tunelu, w którym powinna czekać Gwiazdeczka ujrzeli czerwoną różę na długiej zielonej łodydze.

Leżała tam krucha, gwałtownie zamrożona.

Intensywne kolory – czerwień płatków, zieleń łodygi i liści kontrastowały z bielą śniegu. Wydawały się nierealne w tej  podbiegunowej pustce.

Ochoczy Kombatant spojrzał zmieszany na swoich towarzyszy.

Oni też czuli się niepewnie.

Patrzyli na niego zakłopotani.

Czyżby to romantyczny gest jakiegoś Cichego Wielbiciela Gwiazdeczki?

Lecz dlaczego nie wręczył jej osobiście?

Ochoczym Kombatantem miotały ambiwalentne uczucia.

Zazdrość o nieznanego wielbiciela Gwiazdeczki, złość na siebie, a także wspomnienia minionej chwały.

Róże kojarzą mi się z epickimi dokonaniami na polach bitew, zwrócił się do swoich towarzyszy. Ofiarowały mi je damy mego serca, którym ślubowałem wierną służbę.

Czerwoną różę pani swego serca Bertrady de Montfort nosiłem w wiekopomnym starciu pod Askalonem a także w krwawym boju pod Nikopolis gdy damą mego serca była Christine de Pisan, która kilka lat potem w słynnej debacie tzw. "Querelle du Roman de la Rose", dotyczącej dzieła Jean de Meuna Powieść o Róży nie zostawiła suchej nitki na mizoginach w dziełach literackich poniżających jej zdaniem kobiety.

Czyli z dużą dezynwolturą, beztrosko i bez poczucia winy przyznajesz, że byłeś niewierny, zdradzałeś Gwiazdeczkę skonstatował Śnieżny Kret. Doceniam twoją szczerość lecz tym bardziej nie powinieneś być zdziwiony, że Gwiazdeczka ma tajemniczego wielbiciela. Nic o nim nie wiemy, ale to sądząc po róży romantyczny gość a może dziewczyna? skwitował wyznanie Ochoczego Kombatanta Śnieżny Kret.

To nie tak. Wasze oburzenie świadczy o tym, że nigdy nie słyszeliście o koncepcji miłości rycerskiej. Rycerz wybraną damę kochał platonicznie, nosił jej barwy, bronił jej czci, pojedynkował się dla niej, jej dedykował zwycięstwa w turniejach rycerskich. Więcej w tym było celebry niż uczucia.

Przyjmuję wyjaśnienie, lecz jako stary socyjał, której to idei symbolem jest także czerwona róża musisz znieść godnie każdą decyzję Gwiazdeczki. Wszak wolny wybór, suwerenność jednostki, emancypacja i równouprawnienie to fundament twojego światopoglądu ironizował Eskimos. Okaż tolerancję wobec jej wyboru, w realnym życiu potwierdzając wyznawane ideały.

Jednak Ochoczemu Kombatantowi nie było do śmiechu.

Idee ideami, ale nieokiełznana zazdrość zaczęła powoli wypełniać go niczym gorąca lawa Wezuwiusza unicestwiająca Pompeje.

Zdał sobie sprawę, że ostatnio w ich związku daleko było od rycerskich ideałów, którym niegdyś hołdował. Zaniedbywał Gwiazdeczkę. Bywał dla nie szorstki, czasem obojętny, z ociąganiem spełniał prośby. Gorączkowo usiłował sobie przypomnieć kiedy ostatnio dał jej kwiaty.

Jednocześnie zrozumiał jaki skarb bezpowrotnie utracił i ponownie wezbrała w nim złość na siebie.

Dlaczego niczego nie zauważyłem?

Jaki byłem głupi, jak mogłem dopuścić aby przez mój brak troski o nią ktoś inny zawrócił jej w głowie, bezradnie zwrócił się do swoich przyjaciół.

Byłeś zbyt pewny siebie, zauważył Eskimos.

Sam jesteś sobie winien. Zapomniałeś, że „żadna kobita nie jest do końca zdobyta”.

Nasza Śnieżna Ojczyzna jest odludziem, nie daje wielu sposobności do kontaktów towarzyskich a to sprawia, że każdy inny jest bardzo atrakcyjny.

Zwłaszcza gdy Cichy Wielbiciel jest taki romantyczny, dobił go Śnieżny Kret.

Cóż za zwariowany świat, pomyślał Ochoczy Kombatant.

Więcej problemów zafundowałem sobie tutaj, na tym śnieżnym zadupiu niż na polach bitew.

Przyszła mu do głowy zwrotka dawno niesłyszanej piosenki:

And I find it kinda funny, I find it kinda sad
That dreams in which I'm dying are the best I've ever had.
I find it hard to tell you, I find it hard to take
When people run in circles its a very, very
Mad world.
Mad world1).

Co tak użalasz się nad sobą – przywołała go do rzeczywistości energicznie zmierzająca w jego kierunku Gwiazdeczka.

Jak to, ty tutaj? nie dowierzał własnym oczom Ochoczy Kombatant.

Myślałem, że mnie porzuciłaś wybierając Cichego Wielbiciela.

Cierpiałem, nie mogąc pogodzić się z utratą ciebie, wypalił.

Czyli zrozumiałeś aluzję, odpowiedziała Gwiazdeczka.

To ja zostawiłam przed wejściem tę różę.

Dopuściłam się tej manipulacji zamiast wiercić ci dziurę w brzuchu swymi wyrzutami. Widzę, że dobrze zrobiłam dodała z uśmiechem.

Tak, klnę się na honor biorąc na świadków tu obecnych Śnieżnego Kreta i Eskimosa, że od dziś zawsze choćby świat się walił ty będziesz najważniejsza.

Jesteś dla mnie warta więcej niż wszystkie róże Ziemi, wygłosił żarliwie patetyczną tyradę Ochoczy Kombatant.

Lubię optymistyczne zakończenia ucieszył się Śnieżny Kret.

Podnoszą mnie na duchu.

Przypieczętujmy je wspólnym paleniem papierochów zaproponował Eskimos.

Zgoda zawołał rozradowany Ochoczy Kombatant, któremu powrót Gwiazdeczki dodał skrzydeł.

Z magicznej kieszeni ochoczo wyjął paczkę partagasów.

Zapalili na stronie, dyskutując o pielęgnacji związków, trosce o nich, zaniedbywaniu potrzeb partnerów i ich opłakanych skutkach, idei miłości rycerskiej.

Zapowiada się idylla ironizowała przysłuchująca się tej dyskusji Gwiazdeczka.

Ogórki Kiszone nie miały takich problemów. Nikt im nie ofiarował róż i może właśnie dlatego zawsze świetnie się czuły w swoim towarzystwie.

1)Mad World – Gary Jules

18:01, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Tagi