RSS
środa, 22 lutego 2017
Dłuższa perspektywa

Ochoczy Kombatant przyspieszył zaintrygowany dobiegającymi go dźwiękami disco.

W roziskrzonym podbiegunowym słońcem śniegu zobaczył najpierw unoszące się w powietrzu, przymocowane do niewielkich balonów misternie ociosane przez Eskimosa kule lodowe udające światła stroboskopowe.

Wirowały migocąc, w świetle słonecznym mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy.

Gwiazdeczka, Śnieżny Kret i Eskimos zapamiętale pląsali w takt  przeboju Donny Summer.

Lookin' for some hot stuff baby this evenin'
I need some hot stuff baby tonight
I want some hot stuff baby this evenin'
gotta have some hot stuff
gotta have some love tonight
I need hot stuff
I want some hot stuff
I need hot stuff1)

Przyłączył się do harców lecz bez przekonania.

Nie podzielał ogólnej radości.

Wśród euforycznej zabawy poczuł się wyobcowany i samotny.

Jaki pretekst wymyśleć dla dalszego życia?

Dla kariery zawodowej? – bez sensu, to już za mną odpowiedział sam sobie.

Przydam się ludzkości? – nie sądzę.

Dokonam jakiegoś heroicznego czynu zmieniającego losy świata? – zdecydowanie nie.

Wymyślę „proch”? – nie wymyślę.

Dla rodziny? – dla mnie to przereklamowana atrakcja.

Jak mam odpowiedzieć po co jeszcze żyję?

Wydaje mi się, że tak naprawdę po nic.

Podobny nastrój udzielił mu się w czasie ofensywy „Wacht am Rhein” w Ardenach. Dowodził wówczas w stopniu majora batalionem rozpoznawczym LVIII.Panzerkorps w 5.Panzerarmee, Panzergruppe West.

Gnał w swoim Luchs na St. Vith wiedząc, że i tak wszystko stracone. Był żołnierzem, podniecała go walka jednak nie mógł opędzić się wrażeniu, że to nie ma sensu, że Europy po raz drugi nie zdobędą.

Może ratunkiem dla mnie będzie wzmożenie religijne pomyślał.

Jakiś wzniosły transcendentalny cel w życiu, którego realizacji oddam się bez reszty.

Żyć na chwałę Boga. To jest jakiś pomysł.

Pochłonięty czarnymi myślami nie zauważył końca zabawy.

Znowu filozofujesz zaśmiał się Eskimos patrząc na zamyślonego Ochoczego Kombatanta bezradnie stojącego na środku zaimprowizowanego „parkietu”.

Powiedzcie mi, po co żyjemy? Jaki sens ma bycie tu i teraz? – zwrócił się do obecnych.

Żyjemy dla siebie, bez wahania odpowiedziała Gwiazdeczka. Żyję dla ciebie, ty jesteś moją drugą połową. Mam nadzieję, że również czujesz tak samo.

To prawda, przytaknął Śnieżny Kret patrząc na Eskimosa. My też nie możemy żyć bez siebie. Uzupełniamy się, stanowiąc jedność.

Macie rację, ratunkiem dla nas, sensem naszego życia jest miłość. To ona sprawia, że z radością otwieramy oczy uświadomił sobie Ochoczy Kombatant.

W przypływie miłości, nagle pogodzony z życiem, poczuł, że rozpiera go energia.

Jako człowiek czynu natychmiast musiał coś zrobić.

Momentalnie wyjął z magicznej kieszeni paczkę partagasów. Obdarowani nimi Eskimos i Śnieżny Kret z przyjemnością zapalili.

Jednak czas wszystko zmienia zauważył nostalgicznie Śnieżny Kret obserwując spopielający się papieros.

Owszem, przytaknął Eskimos. W dłuższej perspektywie i tak wszyscy umrzemy.

Co z nas zostanie po śmierci, zastanowił się.

Może gdzieś w kosmosie jakaś forma inteligencji kwantowej będąca sumą naszych własnych, indywidualnych doświadczeń, nieuchwytny ślad po naszym istnieniu, odpowiedział Ochoczy Kombatant.

A może nic – skwitował sceptycznie Śnieżny Kret.

Nie wpadajmy w minorowy nastrój ożywił się Ochoczy Kombatant.

Jest pięknie.

Teraz ja, posłuchajcie, zaśpiewała rozochocona Gwiazdeczka:

Выйду на горушку, посмотрю в долинушку
Чи не їде, чи не йде серденятко моє.
Скажи моя мила с каких пор любить стала,
С тех пор я люблю, как гуляла во саду,

Я по садику гуляла, я в родителя сваго,
Я по садику хожу, на якошко нигляжу.
Что на этом окне ляжала примета,
Ляжала примета с винограда вета

Виноград, мой виноград, виноград зеленый мой
Виноград висит на ветке, соловей поет у клетки
Соловей мой, соловей, канареюшка моя,
Спой песню свою, про жизнь горькую мою2),

Ogórki Kiszone wolały disco, gdyż miały nadzieje na świetną zabawę z nimi w roli głównej, czekały z niecierpliwością aż ktoś je schrupie.

1)Donna Summer – Hot Stuff

2)ДахаБраха – Baby (Дитина)

20:27, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 stycznia 2017
Cichy Wielbiciel

Śnieg skrzył się w słońcu.

W doskonałych humorach wracali z wyprawy obładowani krioplanktonem - bruzdnicami, orzęskami, słonecznicami, wrotkami, widłonogami i innym tałałajstwem.

Już czuli smak pysznej zupy.

Nagle stanęli zaskoczeni.

Przed wejściem do śnieżnego tunelu, w którym powinna czekać Gwiazdeczka ujrzeli czerwoną różę na długiej zielonej łodydze.

Leżała tam krucha, gwałtownie zamrożona.

Intensywne kolory – czerwień płatków, zieleń łodygi i liści kontrastowały z bielą śniegu. Wydawały się nierealne w tej  podbiegunowej pustce.

Ochoczy Kombatant spojrzał zmieszany na swoich towarzyszy.

Oni też czuli się niepewnie.

Patrzyli na niego zakłopotani.

Czyżby to romantyczny gest jakiegoś Cichego Wielbiciela Gwiazdeczki?

Lecz dlaczego nie wręczył jej osobiście?

Ochoczym Kombatantem miotały ambiwalentne uczucia.

Zazdrość o nieznanego wielbiciela Gwiazdeczki, złość na siebie, a także wspomnienia minionej chwały.

Róże kojarzą mi się z epickimi dokonaniami na polach bitew, zwrócił się do swoich towarzyszy. Ofiarowały mi je damy mego serca, którym ślubowałem wierną służbę.

Czerwoną różę pani swego serca Bertrady de Montfort nosiłem w wiekopomnym starciu pod Askalonem a także w krwawym boju pod Nikopolis gdy damą mego serca była Christine de Pisan, która kilka lat potem w słynnej debacie tzw. "Querelle du Roman de la Rose", dotyczącej dzieła Jean de Meuna Powieść o Róży nie zostawiła suchej nitki na mizoginach w dziełach literackich poniżających jej zdaniem kobiety.

Czyli z dużą dezynwolturą, beztrosko i bez poczucia winy przyznajesz, że byłeś niewierny, zdradzałeś Gwiazdeczkę skonstatował Śnieżny Kret. Doceniam twoją szczerość lecz tym bardziej nie powinieneś być zdziwiony, że Gwiazdeczka ma tajemniczego wielbiciela. Nic o nim nie wiemy, ale to sądząc po róży romantyczny gość a może dziewczyna? skwitował wyznanie Ochoczego Kombatanta Śnieżny Kret.

To nie tak. Wasze oburzenie świadczy o tym, że nigdy nie słyszeliście o koncepcji miłości rycerskiej. Rycerz wybraną damę kochał platonicznie, nosił jej barwy, bronił jej czci, pojedynkował się dla niej, jej dedykował zwycięstwa w turniejach rycerskich. Więcej w tym było celebry niż uczucia.

Przyjmuję wyjaśnienie, lecz jako stary socyjał, której to idei symbolem jest także czerwona róża musisz znieść godnie każdą decyzję Gwiazdeczki. Wszak wolny wybór, suwerenność jednostki, emancypacja i równouprawnienie to fundament twojego światopoglądu ironizował Eskimos. Okaż tolerancję wobec jej wyboru, w realnym życiu potwierdzając wyznawane ideały.

Jednak Ochoczemu Kombatantowi nie było do śmiechu.

Idee ideami, ale nieokiełznana zazdrość zaczęła powoli wypełniać go niczym gorąca lawa Wezuwiusza unicestwiająca Pompeje.

Zdał sobie sprawę, że ostatnio w ich związku daleko było od rycerskich ideałów, którym niegdyś hołdował. Zaniedbywał Gwiazdeczkę. Bywał dla nie szorstki, czasem obojętny, z ociąganiem spełniał prośby. Gorączkowo usiłował sobie przypomnieć kiedy ostatnio dał jej kwiaty.

Jednocześnie zrozumiał jaki skarb bezpowrotnie utracił i ponownie wezbrała w nim złość na siebie.

Dlaczego niczego nie zauważyłem?

Jaki byłem głupi, jak mogłem dopuścić aby przez mój brak troski o nią ktoś inny zawrócił jej w głowie, bezradnie zwrócił się do swoich przyjaciół.

Byłeś zbyt pewny siebie, zauważył Eskimos.

Sam jesteś sobie winien. Zapomniałeś, że „żadna kobita nie jest do końca zdobyta”.

Nasza Śnieżna Ojczyzna jest odludziem, nie daje wielu sposobności do kontaktów towarzyskich a to sprawia, że każdy inny jest bardzo atrakcyjny.

Zwłaszcza gdy Cichy Wielbiciel jest taki romantyczny, dobił go Śnieżny Kret.

Cóż za zwariowany świat, pomyślał Ochoczy Kombatant.

Więcej problemów zafundowałem sobie tutaj, na tym śnieżnym zadupiu niż na polach bitew.

Przyszła mu do głowy zwrotka dawno niesłyszanej piosenki:

And I find it kinda funny, I find it kinda sad
That dreams in which I'm dying are the best I've ever had.
I find it hard to tell you, I find it hard to take
When people run in circles its a very, very
Mad world.
Mad world1).

Co tak użalasz się nad sobą – przywołała go do rzeczywistości energicznie zmierzająca w jego kierunku Gwiazdeczka.

Jak to, ty tutaj? nie dowierzał własnym oczom Ochoczy Kombatant.

Myślałem, że mnie porzuciłaś wybierając Cichego Wielbiciela.

Cierpiałem, nie mogąc pogodzić się z utratą ciebie, wypalił.

Czyli zrozumiałeś aluzję, odpowiedziała Gwiazdeczka.

To ja zostawiłam przed wejściem tę różę.

Dopuściłam się tej manipulacji zamiast wiercić ci dziurę w brzuchu swymi wyrzutami. Widzę, że dobrze zrobiłam dodała z uśmiechem.

Tak, klnę się na honor biorąc na świadków tu obecnych Śnieżnego Kreta i Eskimosa, że od dziś zawsze choćby świat się walił ty będziesz najważniejsza.

Jesteś dla mnie warta więcej niż wszystkie róże Ziemi, wygłosił żarliwie patetyczną tyradę Ochoczy Kombatant.

Lubię optymistyczne zakończenia ucieszył się Śnieżny Kret.

Podnoszą mnie na duchu.

Przypieczętujmy je wspólnym paleniem papierochów zaproponował Eskimos.

Zgoda zawołał rozradowany Ochoczy Kombatant, któremu powrót Gwiazdeczki dodał skrzydeł.

Z magicznej kieszeni ochoczo wyjął paczkę partagasów.

Zapalili na stronie, dyskutując o pielęgnacji związków, trosce o nich, zaniedbywaniu potrzeb partnerów i ich opłakanych skutkach, idei miłości rycerskiej.

Zapowiada się idylla ironizowała przysłuchująca się tej dyskusji Gwiazdeczka.

Ogórki Kiszone nie miały takich problemów. Nikt im nie ofiarował róż i może właśnie dlatego zawsze świetnie się czuły w swoim towarzystwie.

1)Mad World – Gary Jules

18:01, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 grudnia 2016
Pojedynek

Gwiazdeczka była jakaś rozkapryszona. Sama nie wiedziała czego chciała.

Pomyślała, że zagra na nosie Ochoczemu Kombatantowi.

Nagle ni z tego ni z owego zaśpiewała patrząc na niego prowokacyjnie:

Bring me trinkets, bring me wine

Bring me women, bring me swine

I delight in this particular type of life

Bring me money, pay my bail

Drive a little faster, lose that trail

I may have done a couple of things last night1)

Ryzykownie mnie prowokujesz kwestionując moje uczucia do ciebie Gwiazdeczko odezwał się zniecierpliwiony i urażony Ochoczy Kombatant.

Możemy nie tylko zrobić kilka rzeczy tej nocy, lecz mogę natychmiast tu i teraz dać ci dowód mojej miłości aż po grób zadeklarował porywczo.

To mówiąc zwrócił się do obserwującego ich przechodnia.

Obraził Pan damę mojego serca przysłuchując się naszej wymianie zdań. Czuję się znieważony. Przeto wyzywam Pana na pojedynek.

Jaką broń Pan wybiera?

Pistolety, odpowiedział Nieznajomy. Tak się składa, że mam przy sobie parę pistoletów pojedynkowych.

Wyzwany sięgnął do torby, wyjął z niej i otworzył pięknie rzeźbioną drewnianą szkatułkę, w której leżały dwa pistolety pojedynkowe paryskiego rusznikarza Laparge’a.

Pan pierwszy – Nieznajomy zwrócił się do Ochoczego Kombatanta wskazując gestem na pistolety.

Ochoczy Kombatant przez dłuższą chwilę kontemplował ich mistrzowskie wykonanie. To dzieła sztuki, pomyślał.

Forma zawsze była dla niego ważna. Nawet picie kawy zaczynał od rozstrzygnięcia istotnej kwestii – w której filiżance.

Wskazał najbliższy.

Sekundanci nabili pistolety.

Adwersarze stanęli do siebie plecami trzymając w rękach  uniesione pistolety gotowe do strzału.

Dziesięć kroków i strzelacie.

Dziesięć kroków do końca świata pomyślał Ochoczy Kombatant. Tak niewiele.

Gwiazdeczka będzie miała za swoje. Udowodnię, że w imię miłości gotów jestem dla niej zginąć.

Nie czuł lęku, jedynie podniecenie. Wiedział, że bez względu na wynik pojedynku i tak zda egzamin.

Dziesięć usłyszał głos sekundanta.

Odwrócił się powoli w kierunku przeciwnika. Jego rywal był szybszy, natychmiast niecelnie wystrzelił. Huk wystrzału wypłoszył z krzaków dorodnego, przepięknie upierzonego koguta bażanta.

Kątem oka widział jak niezgrabnie podrywa się do lotu. Ochoczy Kombatant czekał gotowy do strzału. Strzelił gdy ptak znalazł się nad głową Nieznajomego. Celnie trafiony bażant spadł wprost pod nogi jego oponenta.

Jesteśmy kwita, oznajmił Ochoczy Kombatant wyciągając prawicę do Nieznajomego. Przepraszam Pana za ten incydent spowodowany moją porywczością. Proszę przyjąć ode mnie tego pięknego koguta powiedział oddając swój pistolet. 

Wariacie, umierałam ze strachu o ciebie zawołała Gwiazdeczka, na widok pojedynku odchodząca prawie od zmysłów.

Nie chciałam tego, nie wiedziałam, że aż tak bardzo moje kaprysy weźmiesz sobie do sera, starała się usprawiedliwić.

Pamiętaj, nie igraj z moją miłością odpowiedział Ochoczy Kombatant.

Dla ciebie jestem gotów na wszystko, tym bardziej, że takie incydenty w jakiś sposób ubarwiają monotonię codzienności dodał.

…..

Ciekawa historia uśmiechnął się Eskimos.

Na szczęście jako zaprzysięgły pacyfista nigdy nie rozwiązuję konfliktów siłą ani nie puszczam się na taki hazard.

To prawda, włączył się w wymianę zdań Śnieżny Kret.

Wszystkie konflikty rozwiązujemy dyskutując o nich i dochodząc do konsensusu nas zadowalającego. Nie ma przegranego i wygranego. Jesteśmy prawdziwym snowy team dodał z uśmiechem.

I dobrze nam z tym potwierdził Eskimos.

Krótko mówiąc mniej „ja” więcej „my”, Ochoczy Kombatant puścił oko do Gwiazdeczki.

Może i macie rację, lecz bez prawa do kaprysu, chwilowej erupcji uczuć nie czułabym się w pełni kobietą odpowiedziała Gwiazdeczka.

A przecież tego nie chcecie spytała ich kokieteryjnie.

Nie chcemy, odpowiedzieli chórem.

Kochamy cię taką jaka jesteś, zapewnili.

Po tym wybuchu emocji zapragnęli podzielić się ze sobą tym co mieli najlepsze – miłością do papierochów.

Ochoczy Kombatant wyjął z magicznej kieszeni paczkę ligerosów.

Zapalili, czując się spełnieni w swoich związkach, szczęśliwi, w pełnym zaufaniu do partnerów i siebie nawzajem.

Ogórki Kiszone nie bardzo rozumiały tę idyllę. Nie były o siebie zazdrosne, nigdy  niczego sobie nie udowadniały, wzajemne stosunki ich nie zaskakiwały.

Może to i nudne, pomyślały, lecz lepsze od codziennej niepewności.

1)Sister Sparrow and The Dirty Birds – Hollow Bones

17:59, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 grudnia 2016
Wiara w wiarę

Ocieplenie klimatu stało się faktem.

Eskimos patrzył na górę lodową, topniejącą na jego oczach.

Nagle w bryle lśniącego lodu zauważył skazę, coś co przyciągnęło jego uwagę.

Wyciągnął z pochwy oulu i zaczął pracowicie wycinać to coś z bryły lodu.

Po chwili trzymał w ręku nasmołowaną płócienną prostokątną torbę. Ostrożnie rozciął ją i zajrzał do środka. Wewnątrz znalazł kilkanaście gęsto zapisanych płatów pergaminu oprawionych w taki sposób, że przypominały książkę.

Znalazłem coś zawołał podniecony.

Pozostali towarzysze, zaintrygowani jego krzykiem podbiegli do niego.

Ochoczy Kombatant ostrożnie wyjął „książkę” z torby.

Z pewnym wysiłkiem zaczął czytać dobrze zachowany tekst.

To apokryf - najwcześniejszy tekst chrześcijan stwierdził autorytatywnie. Napisany po aramejsku.

Co jest tam napisane zaciekawiła się Gwiazdeczka.

Autor opisuje historię niejakiego Jeszu ha-Nozri. W porozumieniu ze swoim najlepszym przyjacielem Jehudą z Keriot sprokurowali intrygę, w wyniku której Jeszu został ukrzyżowany.

To miał być test na szczególnie zażyłe stosunku Jeszu ha-Nozri z Jahwe. Niestety oblany. Adonai nie interweniował, Jeszu zmarł na krzyżu a Jehuda zamiast bohaterem, kierowanym Bożym planem stał się zdrajcą.

Czyli wszystko na próżno, zmartwiła się Gwiazdeczka.

Otóż nie. Zaskakujący zwrot nastąpił wtedy, gdy wmówiono ludowi, że Jeszu ha-Nozri zmartwychwstał. Jego klęska – zawód, Bóg nie interweniował i zmarł ukrzyżowany została zaprzeczona – przecież zmartwychwstał. Na tym zupełnie niedorzecznym fakcie zbudowano całą liturgię. Nawiasem mówiąc zrobił to facet, niejaki Paweł z Tarsu,  który go nie znał, chyba nawet nie bardzo zorientowany w naukach przez niego głoszonych. Wymyślił Jeszu na nowo. Powstał Kościół ufundowany na boskości Jeszu, odrzucający Prawo, przeinaczający jego nauki, wiarę i kanony zachowań. Prawowierni uczniowie nie mogli znieść tej herezji lecz historia to Pawłowi przyznała rację

Nawiasem mówiąc byłem zamieszany w te wydarzenia. Tak się złożyło, że w owym czasie służyłem w stopniu setnika w Legio X Fretensis. Stacjonowaliśmy w Jerozolimie, która wówczas była istnym gniazdem os.

Sykariusze, zeloci, fałszywi prorocy, ruchawki, mordy – mieliśmy pełne ręce roboty.

To ja i moja centuria aresztowaliśmy Pawła z Tarsu, a właściwie obroniliśmy go przed linczem sfanatyzowanych wiernych, chcących go ukamienować jako żydowskiego heretyka. Eskortowaliśmy go potem do Cezarei.

Tak, zakończył swą opowieść Ochoczy Kombatant, wiara jest idealnym alibi dla absurdu – wierzę, a więc przyjmuję do wiadomości, że ziemia jest płaska, że Bóg stworzył ją i wszystko na niej w ciągu sześciu dni, w niepokalane poczęcie, dyskusje Boga z dwunastolatką, że inny to heretyk, itd.

Piękna historia powiedział Eskimos.

Lecz skądinąd wiem, że twoja wiara  jest lekutka. Sądziłem, że jesteś raczej bezbożnikiem niż wierzącym.

Źle mnie zrozumiałeś, odpowiedział Ochoczy Kombatant.

Nie jestem przeciwnikiem Boga. Nigdy się z nim nie wadziłem. Wydaje mi się, że jeśli nawet  istnieje zostawił nas samych sobie. Nie dał nam wskazówek jak postępować, co jest dobre a co złe. Dla niego te kategorie nie istnieją. Poszczególne społeczności, kultury same wyznaczają sobie normy społeczne najczęściej wzajemnie sprzeczne. Trudno uznać ingerencję boską w postaci rzekomego objawienia przykazań Mojżeszowi. To by było dziwne, że Bóg objawia je marginalnemu szczepowi zagubionemu na pustynnym zadupiu. Wierzę, że jeśli istnieje jest po prostu znudzonym Wszechbytem, który dla rozrywki puścił w ruch coś co nazywamy naszym kosmosem. Wyłączył swoją wszechwiedzę i patrzy na nas, jak sobie radzimy i czy uda nam się wyjść poza stworzony przez niego kosmos. W tym celu wyposażył nas w inteligencję, kibicuje w jego naśladowaniu, odkrywaniu i stosowaniu. Wmontował nam też ograniczenia w postaci choćby ruchów religijnych, które zawsze powołując się na jego wolę są hamulcem postępu.

Na twoje pytanie odpowiadam – wierzę w wiarę.

Akty wiary składamy codziennie.

Wstając rano z łóżka, planując przyszłość, płacąc, wertując rozkłady jazdy, mówiąc kocham cię, itd.

Albowiem powiedziane jest – uwierzyć znaczy ziścić.

Są na to liczne dowody, kontynuował.

Oto najprostszy z nich.

Co to jest spytał Ochoczy Kombatant pokazując banknot.

Nie wiem, zaciekawił się Eskimos.

To jest 100 zł odpowiedziała jak zawsze przygotowana Gwiazdeczka.

Skąd wiesz. To tylko kawałek zadrukowanego papieru.

Nie, upierała się, to 100zł, jest wydrukowany nominał.

To właśnie jest wiara, która czyni cuda zwrócił się do towarzyszy Ochoczy Kombatant.

Wierzę, a więc ten świstek papieru wart jest 100zł.  Jeśli stracę w niego wiarę to nie będzie wart nic. Jeśli inni stracą wiarę w niego mamy inflację, krach, panikę.

Wiara przybiera dziwne oblicza, skonstatował Śnieżny Kret.

Tak jak miłość, dodał patrząc na Eskimosa.

Przyszła mu do głowy dawno usłyszana piosenka:

Don't look back, don't look back
He's right on your trail
Don't look back, don't look back
He's just a step away from hell
Don't look back, don't look back
Into the strange face of love1)

Nigdy tak o tym nie myślałam zdziwiła się Gwiazdeczka. Ale masz rację. Bez wiary nie da się żyć. Aż strach pomyśleć cóż byśmy bez niej ze sobą zrobili, wzdrygnęła się na samą myśl. Co by nas czekało?

„I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta” odpowiedział jej Ochoczy Kombatant.

Wierzę, Eskimos zwrócił się do Ochoczego Kombatanta, że zaraz wyjmiesz z magicznej kieszeni paczkę ligerosów. I wierzę, że gdy już je zapalimy będziemy mieli wielką frajdę.

O dziwo, ja wierzę w to samo, Śnieżny Kret poparł Eskimosa.

Ja też w to wierzę, zaśmiał się Ochoczy Kombatant wyjmując papierosy.

Zapalili z przyjemnością, wierząc, że w tym momencie są wiernymi największego kościoła na świecie.

To miłe uczucie.

Ogórki Kiszone z ciekawością przysłuchiwały się dyskusji. One wcześniej nie zdając sobie z tego sprawy też były wierzące – wierzyły w kiszenie. Martwiły się tylko, że tracą wyjątkowość, dowiedziały się bowiem, że zaczęto kisić prawie wszystko.

­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­1)Tito & Tarantula – Strange Face of Love

23:50, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 października 2016
Nauczyciel

Eskimosa obudziły dziwne dźwięki. Wydawane przez jakieś nieznane mu instrumenty. Tworzyły pozorną kakofonię lecz ich klimat i nieregularne, ekspresyjne  brzmienia były fascynujące. Łączyły się w monumentalne figury tonalne kojarzące się z kosmicznym uniwersum.

Zaintrygowany obudził smacznie śpiącego obok Śnieżnego Kreta.

Wyszli na dwór.

Niebo jaśniało, zapowiadając rychłe nadejście dnia polarnego. Bliski wschód słońca po miesiącach ciemności wprowadził ich w stan podniecenia. 

Prawie wpadli na Ochoczego Kombatanta. Osłonięty od wiatru potężnym nawisem śnieżnym siedział zasłuchany.

Kontemplował muzykę o wysublimowanej harmonii, nieoczywistą, pozornie chaotyczną, oddającą jednak majestat kosmosu. Wyobrażał sobie galaktyki – wirujące, poskręcane, eksplodujące, bajecznie kolorowe, oddalone od Ziemi o tysiące parseków.

To Music for a Summer Evening (Makrokosmos III) George’a Crumb’a1) powiedział cicho widząc ich zdziwione miny.

Słucham sam, gdyż obawiałem się, że tego rodzaju muzyka nie znajdzie waszego uznania.

Kosmos jest taki tajemniczy skonstatował Śnieżny Kret patrząc w ołowiane niebo. Nieogarnięty i obcy. Wrogi. Zawsze gdy o nim myślę niepokoi mnie.

A jednak dużo o nim wiemy, odpowiedział Ochoczy Kombatant. Albo tak się nam wydaje. Podejrzewamy ile ma lat, jak jest duży, ustaliliśmy, że rozszerza się izotropowo.

Co to znaczy izotropowo – zaciekawił się Śnieżny Kret.

Izotropowo, czyli równomiernie we wszystkich kierunkach. Jednak to nie galaktyki się od siebie oddalają, tylko przestrzeń zawarta między nimi rośnie, wyjaśnił Ochoczy Kombatant.

Tyle wiesz, wtrącił Eskimos.

Minąłeś się z powołaniem.

Powinieneś zostać nauczycielem.

Tak, uśmiechnął się Ochoczy Kombatant. Wiem dużo, lecz tą wiedzę przez lata zdobywałem z trudem.

Moim pierwszym Nauczycielem i Autorytetem był Absolut. Jednak zawiódł on oczekiwania, które w nim pokładałem. To nie był dobry nauczyciel. Zazdrośnie strzegł drzewa poznania dobra i zła. Istotną wiedzę trzymał dla siebie, nie pozwalał mi się rozwinąć. Doskonale  zrozumiała to Gwiazdeczka doprowadzając do uwolnienia nas z Edenu i stanięcia na własnych nogach.

Po tych traumatycznych doświadczeniach zdobywałem wiedzę na własną rękę z chęcią dzieląc się nią z innymi. Zostałem szczerym, otwartym, cierpliwym, życzliwym, dyskretnym, taktownym, Nauczycielem Życia.

Jestem więc Nauczycielem, ale też Profesorem, Przewodnikiem, Najwyższym Autorytetem, Mentorem, Wychowawcom, Świetlistym Szlakiem Poznania i Doświadczenia, Krynicą Mądrości i Źródłem Wszelkiej Wiedzy.

Eskimosa wprost zamurowało.

Nie przyszło mu do głowy, że niewinne w i istocie pytanie sprowokuje Ochoczego Kombatanta do tak megalomańskiej tyrady.

Czy dobrze się czujesz, spytała z troską w głosie Gwiazdeczka.

Wszystko w porządku?

Może to syndrom polarnej nocy?

Aspiruję do tytułu Wielkiego Prawodawcy - Nauczyciela ale to wymaga Deifikacji a co najmniej mocnego powołania się na Najwyższego w stylu Mojżesza, Jezusa, Mahometa, Buddy czy innego nawiedzonego, kontynuował niezrażony Ochoczy Kombatant świadom, że towarzystwo nie dostrzegło ironii w jego wypowiedzi.

Albowiem wiedza to potęga, lecz bywa, że ciemnota ludu jest jeszcze większa. Doszedłem więc do wniosku, że rewolucyjne idee najlepiej implementować pod płaszczykiem prawd objawionych podpierając się autorytetem Najwyższego.

Szkopuł tylko w tym, że raz przyjęte stają się dogmatami wykluczającymi ich rewizję. Tak więc każdy ich krytyk staje się automatycznie heretykiem. A to jest hamulcem poznania.

Nie wiem co lepsze – uchodzić za dziwaka, odrzucanego przez świat nauki czy za heretyka rewidującego wcześniej ustalone „prawdy objawione”?

To chyba już zostało rozstrzygnięte zauważyła praktyczna jak zawsze Gwiazdeczka. Teraz nikogo już nie palą na stosie ani nie postponują za odmienne zdanie i rewidowanie przyjętych teorii naukowych. Co najwyżej musisz tylko wykazać się odwagą cywilną w konfrontacji z tradycyjnym środowiskiem akademickim.

Pewnie tak jest, przynajmniej w niektórych krajach, zgodził się Ochoczy Kombatant.

Jednak teoretyczna wiedza o zasadach budowy kosmosu, czasoprzestrzeni, gwiazdach neutronowych i osobliwościach czarnych dziur i tak nam się do niczego nie przyda. Tu, w naszej mikrospołeczności większe znaczenie ma praktyczna wiedza Eskimosa lub twoje zdolności negocjacyjne Gwiazdeczko.

Zrezygnowany, pozornie pogodzony z losem Ochoczy Kombatant wyjął z magicznej kieszeni paczkę partagasów. Zapalili, chłonąc jego wykład o osobliwość z której powstał Wszechświat, ciemnej materii, zakrzywieniu czasoprzestrzeni, czarnych dziurach, fotonach – cząsteczkach elementarnych niosących informacje do krańców Wszechświata i ich dualizmie korpuskularno – falowym, stanie splątanym jako rodzaju skorelowanego stanu kwantowego prowadzącego do tzw. paradoksu EPR.

Ogórki Kiszone nie rozumiały tego rodzaju muzyki. Najpiękniejszymi dźwiękami dla nich były odgłosy ich dziarskiego chrupania.

Jednak czuły jedność z Kosmosem. W swoim nieustającym odradzaniu się były wieczne tak jak on.

1) George Crumb - Makrokosmos III (Music for a Summer Evening)

21:10, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 października 2016
Obawa

Sikorsky CH-53 Sea Stallion, niezgrabne, tłuste uzbrojone po zęby śmigłowce transportowe z trudem odrywały się od płyty lotniska Tân Sơn Nhất Air Base obierając kurs na lotniskowce VII Floty US płynące w pobliżu wybrzeży Wietnamu Południowego.

Rzygały wprost bogactwem i ostentacją, arogancją i brutalną siłą Ameryki.

W lesie tropikalnym zamieszkałym przez ubogich wieśniaków wyglądały jak intruzi nie z tego świata, groteskowe choć groźne.

Nadziane wszelkim wojennym żelastwem ewakuowały resztki wyposażenia bazy.

Obcy.

Obserwował żołnierzy.

Jego Green Berets ubezpieczali akcję odlotów.

Wycofywali się.

Jeszcze ewakuacja Sajgonu i do domu.

A jednak nie dali rady kurduplom w czarnych pidżamach biegających po dżungli w japonkach. Cała potęga Ameryki kontra nieustępliwa determinacja Vietcongu.

Gwałtowny ostrzał bazy oderwał Ochoczego Kombatanta od rozmyślań. Potężny wybuch wyrzucił go w powietrze pozbawiając przytomności.

Gwiazdeczka nie znosiła jego wspomnień. Choć znała zakończenie tej historii i tak się bała. Niepokój tlił się w niej zawsze ilekroć Ochoczy Kombatant zaczynał snuć swoje opowieści. O ich przyszłość, o niego, o jego nieobecność, gdy pogrążał się we wspomnieniach i na nowo przeżywał traumatyczne zdarzenia. Podejrzewała, że w ten sposób ujawniał stres pourazowy.

Czy jej miłość mogła pomóc Ochoczemu Kombatantowi?

Coś jej mówiło:

Don't look back, don't look back
He's right on your trail
Don't look back, don't look back
He's just a step away from hell
Don't look back, don't look back
Into the strange face of love1)

Dziwna miłość łącząca oboje od zawsze,  nadawała sens ich życiu. Były przypływy i odpływy, śniegi topniały lub skuwał je luty mróz lecz mimo wszelkich przeciwności trwała.

Ochoczy Kombatant uśmiechnął się.

Wiem, męczę cię swoimi opowieściami, czasami zachowuję się lekkomyślnie i nieodpowiedzialnie ale nie mam większej radości w życiu niż widząc twoje zachwycone oczy. Wtedy czuję, że żyję i gotów jestem sprostać każdemu wyzwaniu.

Eskimos i Śnieżny Kret dotychczas z uwagą przysłuchujący się ich rozmowie włączyli się do dyskusji.

Lojalność, szczerość, oddanie, wyzbycie się egoizmu? Chyba to nie wszystko zauważył Śnieżny Kret.

Miłość to także gra, niedopowiedzenie, mroczne tajemnice, które zachowujemy tylko dla siebie dodał Eskimos.

Tak, to prawda. Zbanalizowana i ucukrzona jej wersja jest po prostu niestrawna, dobra co najwyżej dla sentymentalnych młodych, niewinnych panienek przytaknął Ochoczy Kombatant.

Bez tajemnicy, jakiejś dozy prywatności i odrębności szybko minie.

Nadal jesteś dla mnie Wielką Tajemnicą. Dlatego wciąż cię kocham, zwrócił się do Gwiazdeczki.

Może to skutek twojego lenistwa umysłowego, ironizowała chcąc ukryć zmieszanie, choć komplement bardzo jej pochlebił.

Może. Jednak stale mnie zadziwiasz, odkrywam ciebie wciąż na nowo, a przy okazji także siebie i często jestem zaskoczony tym co znajduję.

Kończąc dyskusję Ochoczy Kombatant wyjął z magicznej kieszeni paczkę ligerosów.

Zapalili w męskim kręgu połączeni upodobaniem do  tytoniu i nikotyny, w milczeniu kontemplując swoje uczucia oraz Gwiazdeczkę z apetytem raczącą się Ogórkami Kiszonymi.

Stosunki Ogórków Kiszonych proste i nieskomplikowane nijak się miały do dylematów podbiegunowej trzódki. Wystarczała im bezproblemowa bliskość innych ogórków. Intymność i tajemnice nie dotyczyły ich świata.

1)Tito and Tarantula – Strange Face Of Love

12:49, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 września 2016
Tajemne związki

Śnieg skrzył się w słońcu kolorami tęczy.

Ochoczy Kombatant chroniąc oczy przed ślepotą śnieżną założył wykonane z kawałka płaskiej kości okulary przeciwsłoneczne. Przez wycięte w nich wąskie poziome szczeliny obserwował Śnieżnego Kreta i Eskimosa moszczących się na zaspie śnieżnej. Oni też chronili oczy podobnymi okularami zasłaniającymi twarze niczym weneckie maski karnawałowe. Wszyscy trzej wyglądali dość ekscentrycznie.

Eskimos wyjął fajkę i nabił ją jakimś zielskiem. Zapalił i podał Śnieżnemu Kretowi ten zaś zaciągnąwszy się wonnym dymem sprezentował ją Ochoczemu Kombatantowi, który w międzyczasie do nich dołączył. Fajka krążyła niespiesznie przekazywana z ręki do ręki. Dym wprawił ich w błogostan.

Nagle Ochoczemu Kombatantowi wydało się, że widzi Gwiazdeczkę składającą mu propozycję nie do odrzucenia:

Be my husband, i'll be your wife
Be my husband, i'll be your wife

Be my husband, i'll be your wife

Skonsternowany stracił obraz Gwiazdeczki, który po chwili powrócił ze zdwojoną siłą.

Gwiazdeczka śpiewała:

Stick to the promise man, that you made me
Stick to the promise man, that you made me
Stick to the promise man, that you made me
That you'll stay away from Rosalie1)

Ochoczy Kombatant lekko spanikowany próbował sobie gorączkowo przypomnieć czy rozmawiał o niej z Gwiazdeczką.

Szalony romans z rudą Rózią był jego tajemnicą. 

Gryzło go sumienie, miał poczucie winy.

Zdawał sobie sprawę z tego, że źle robi zatajając niegdysiejszą namiętność przed Gwiazdeczką.

Wmawiał sobie, że usprawiedliwiały go okoliczności.

Poznał ją a właściwie zdobył w czasie kampanii morskiej, gdy dowodząc jednym z okrętów floty genueńskiej w zwycięskiej bitwie pod Curzolą zajął galerę wenecką z Marco Polo i Rosalie na pokładzie. Była łupem wojennym.

To prawda, pozwolił jej zbiec. Igrając z losem pojechał za nią do Wenecji, w razie rozpoznania ryzykując ciężkim więzieniem.

Zdemaskowany, w ostatniej chwili salwował się ucieczką z Republiki Weneckiej.

Widzę podwójnie – skonstatował ze zdumieniem Eskimos przerywając wspomnienia Ochoczego Kombatanta.

Czy to znaczy, że mam także podwójne życie?

To nie to samo, włączyła się do rozmowy Gwiazdeczka.

Podwójne życie to równoległe tajemne związki, inny partner i wspólne z nim uciechy.

To skrajna nielojalność w stosunku do drugiej, kochającej, nieświadomej niczego osoby, kontynuowała z przyganą w głosie.

Czyli coś przeciwnego niż nasze związki, roześmiał się naiwnie Śnieżny Kret.

Ochoczy Kombatant milczał skrępowany. Nie dał niczego po sobie poznać, jednak czuł się fatalnie. Przygoda, którą zataił przed Gwiazdeczką zdarzyła się co prawda lata temu ale czuł, że nie ujawniając jej zachowuje się nielojalnie. Jak gdyby prowadził podwójne życie. W istocie, przekonywał siebie, był to jeden z wielu incydentów nadających kolory prozie życia.

Aby przerwać krępującą go dyskusję zaproponował wspólną konsumpcję Ogórków Kiszonych.

Wszyscy przystali na ten pomysł, z radością integrując się przy wspólnej misie.

Ogórki Kiszone były zachwycone.

Gdy je z apetytem konsumowano wpadały w euforyczny nastrój, a podwójne życie nigdy nie było dla nich problemem. W ich realiach po prostu nie mogło się zdarzyć.

1)Sara Watkins, Sarah Jarosz, Aoife O’Donovan – Be My Husband

16:13, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2016
Ekstremalne związki

Ochoczy Kombatant pospieszył z pomocą Eskimosowi z trudem ciągnącemu po śniegu ogromny kieł mamuta.

Znalazłem go na górze lodowej w czasie kajakowej wyprawy na foki – wyjaśnił Eskimos.

Nie wiem po co go przytargałem.

Może dlatego, że pięknie wygląda pokryty jakimiś tajemniczymi znakami, dodał.

Ochoczy Kombatant z uwagą studiował spiralnie wyryte znaki, począwszy od  szpiczastego zakończenia po szeroką nasadę.

To runy tureckie, zwane też pismem orchońskim stwierdził z zaskoczeniem.

Obracając kieł zaczął czytać:

„..sfora rozszarpywała najsłabszego husky w zaprzęgu. Patrzyłem na ten okrutny spektakl zdając sobie sprawę z jego symbolicznego znaczenia. Ze sfory nie można odejść. Ekstremalne, podbiegunowe warunki nie pozostawiały wyboru. Zwierzę słabe było eliminowane z grupy jako nieprzydatne i opóźniające działanie sfory. Może jednak mnie uda się przełamać to fatum. Spakowałem prowiant na sanie i 2 września 1945r. opuściłem naszą bazę meteorologiczną na  Nordaustlandet nie chcąc poddać się aliantom…”.

Przecież to twoja historia, zdziwiła się Gwiazdeczka.

Pamiętam, że byłeś zaginionym członkiem ekspedycji Dege’a na Ziemię Północno-Wschodnią.

Tak, Ochoczy Kombatant uśmiechnął się do swoich myśli. Odwaliliśmy przez niespełna rok kawał dobrej roboty. Dzięki wysyłanym ze stacji danym meteorologicznym Führer prawidłowo wyznaczył datę ofensywy wojsk w Ardenach. Mgły, które w tych dniach zgodnie z naszymi prognozami zalegały uniemożliwiły sprzymierzonym wykorzystanie lotnictwa. Po raz ostatni w tej wojnie daliśmy aliantom niezłego łupnia.

Wiedząc, że Duńczycy namierzyli lokalizację naszej bazy opuściłem ją w przeddzień kapitulacji. Moi towarzysze byli ostatnimi żołnierzami Wehrmachtu w Europie. Poddali się 3 września 1945r.

A co było z tobą – zaciekawił się Śnieżny Kret.

Wędrowałem do ostatniego psa i na koniec prawie zamarzłem. Znaleźli mnie Inuici i przywrócili do życia.

Wcześniej, aby nie zwariować w tej mroźnej samotni zacząłem spisywać swoje wrażenia na kle mamuta, szyfrując je pismem runicznym.

Czyli udało ci się opuścić sforę zauważył Eskimos.

I tak i nie. Bez pomocy bym nie przeżył.

Człowiek pozostawiony sam sobie często sobie nie radzi.

Pamiętam kumpla Joe. Kiedyś patrzę a idzie jakiś nieprzytomny ze spluwą w ręku. Dokąd idziesz Joe pytam go grzecznie. Idę zabić moją starą, idę zastrzelić moją panią, on mi na to. Wiesz, przyłapałem ją z innym facetem. Po chwili wraca. Co zrobiłeś Joe, zaczepiłem go z ciekawości. Wiesz, zastrzeliłem swoją panią, zrobiłem to, bo nakryłem ją z facetem. Teraz wynoszę się na południe, do Meksyku1).

Ta historia potwierdza, że ze sfory nie da się wyrwać.

Ekstremalny związek może przerwać tylko śmierć, zakończył swój wywód Ochoczy Kombatant.

Nie powiedział tego głośno lecz pomyślał o Gwiazdeczce.

Czy nasz związek jest ekstremalny? Czy rozłączy nas tylko śmierć? Czy pozwolę jej odejść? Czy pozwoli mi odejść?

Zdezorientowany nie umiał sensownie odpowiedzieć na żadne z tych pytań.

Nie znał odpowiedzi.

Nie mogąc poradzić sobie z rozterką sięgnął do magicznej kieszeni wyjmując paczkę ligerosów.

Eskimosa i Śnieżnego Kreta nie trzeba było dwa razy prosić. Z ochotą zapalili, wydmuchując dym ku czci dusz wszystkich brutalnie unicestwionych zwierząt.

Ogórki Kiszone od zawsze pozostawały w ekstremalnym związku, zawsze ze sobą w ścisłym kontakcie. Nawet jeśli opuszczały na chwilę swój azyl i tak do niego wracały. Nie było z niego ucieczki i nie chciały z niego uciekać.

1)Tę znaną historię opowiadało wielu, lecz ja jeśli mam wybór wybieram interpretację Otisa Taylora z koncertu na festiwalu North Sea Jazz Festival 2011 z udziałem Anne Harris. Dla mnie bomba.

19:45, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2016
Czarna flaga

Ochoczy Kombatant kontemplował w milczeniu roziskrzoną białą przestrzeń urozmaiconą fantazyjnie wypiętrzonymi zwałami lodu.

W przeźroczystym, mroźnym powietrzu majaczył jakiś niewyraźny czarny kształt.

Czyżby foka-mutant - pomyślał.

Zaintrygowany podszedł bliżej.

Zobaczył Eskimosa śpiącego w niedbale wygrzebanej jamie śnieżnej. Ubranego w anorak, spodnie i kamiki, dodatkowo owiniętego szczelnie postawem czarnego płótna.

Gwałtownie obudzony wygramolił się z jamy uwalniając się z czarnego kokonu, na środku którego widniała czerwona gwiazda z wpisaną weń literą A.

Przecież to flaga anarchistów – zdumiał się Ochoczy Kombatant.

Skąd ją masz – dopytywał zaintrygowany.

Wstąpiłeś do anarchistów?

Nie – odparł Eskimos. Znalazłem ją. Ten czarny kawał płótna upuścił przelatujący głuptak, a ja go wykorzystałem. Chciałem być lepiej widoczny. Bałem się aby ktoś na mnie nie nadepnął gdy będę ucinał sobie drzemkę.

Nie pomyślałeś, że mógłby pożreć cię niedźwiedź polarny biorąc cię za wyjątkowo dużą fokę – irytował się Śnieżny Kret, który w międzyczasie dołączył do Ochoczego Kombatanta.

Dajcie spokój, wszystko dobrze się skończyło odpowiedział Eskimos.

A kto to anarchista – zapytał zaciekawiony.

To ktoś, kto nie uznaje państwa i jego narzędzi przymusu, wierzy w samoorganizację społeczeństwa, wolność, równość, zniesienie podziałów klasowych, sprawiedliwość społeczną, walczy z wyzyskiem kapitalistycznym, globalizmem i egoistycznym kumulowaniem bogactwa przez nieliczne jednostki kosztem wyzysku ludzi pracy – odparł Ochoczy Kombatant.

Nie rozumiem, co to znaczy – oświadczył Śnieżny Kret, który nigdy nie był pracownikiem najemnym.

Wiele razy, także na Międzynarodowym Kongresie Anarchistycznym w Amsterdamie w sierpniu 1907 postulowałem, opierając się na analizach Marsa walkę o godziwe wynagrodzenie za pracę, gdyż motorem postępu mogą być tylko społeczeństwa o stabilnej podstawie ekonomicznej. Dzieje się tak w przypadku gdy pracownicy dostają uczciwe – czyli wysokie wynagrodzenie za pracę.  Uwolnieni od trosk ekonomicznych, zabezpieczeni socjalnie stają się społeczeństwem szczęśliwych, świadomych obywateli, wydając pieniądze na różnoraką konsumpcję – podnosząc kwalifikacje, edukując dzieci, uczestnicząc w kulturze, etc.  Napędzają w ten sposób gospodarkę tworząc zapotrzebowanie na inwestycje i nowe miejsca pracy. Dzięki temu są partnerami dla kapitalistów, ograniczają wyzysk a kapitalizm staje się uczciwszy.

Jest to alternatywna forma nieustającej walki z egoizmem klas posiadających, które bezmyślnie i chciwie dążą do jak największych zysków zawsze ze szkodą dla pracowników.

Kilkadziesiąt lat później ideę tę ubrał w teorię naukową Marcin Kalecki formułując maksymę „Robotnicy wydają tle, ile zarabiają. A kapitaliści – tyle, ile wydają”.

Zmniejszenie wydatków po stronie „robotnicy”, które ma teraz miejsce, oznaczające wzrost bezwzględnej akumulacji kapitału kosztem dochodów pracowników jest przyczyną obecnego kryzysu, wtrąciła się do rozmowy Gwiazdeczka. Choć PKB rośnie to udział płac w nim maleje. Świadczy to o przechwytywaniu całej wartości dodanej przez nieliczną grupę Właścicieli Ziemi i pogłębiającym się rozwarstwieniu społecznym.

Korporacje siedzą na górach pieniędzy – ich niewykorzystane zasoby gotówkowe liczone są w setkach miliardów dolarów, a mimo tego skorumpowani politycy dosypują im ogromne ilości publicznego grosza licząc na pobudzenie inwestycji. Ich jednak nie ma bo nie ma popytu. Poza tym lepiej otrzymanymi z nieba kapitałami spekulować na tzw. rynkach finansowych niż lokować je w realnej gospodarce. Pracownicy natomiast, którzy wydaliby natychmiast otrzymane pieniądze pobudzając popyt i inwestycje nie dostają nic, klepią biedę, zestresowani na śmieciowych umowach o pracę. Egoizm i chciwość kapitalistów doprowadzi prędzej czy później do napięć społecznych i wybuchu niezadowolenia. Nastąpi sprawiedliwa choć rewolucyjna redystrybucja bogactwa – kontynuowała Gwiazdeczka.

Badałam te zagadnienia przygotowując dla międzynarodowych korporacji oferty ubezpieczeń od niepokojów społecznych i roszczeń akcjonariuszy o pokrycie strat spowodowanych aspołecznym zachowaniem korporacji.

Czy jest na to jakaś rada? - dopytywał z troską Eskimos.

Zawiłości idei anarchistycznej i  polityki ekonomicznej były mu obce ale czuł przez skórę doniosłość problemu.

Aby temu zaradzić konieczne jest dofinansowanie biednych kosztem bogatych. Bogaci są społecznie bezużyteczni, wyalienowani ze wspólnoty. To dobrze zarabiające masy są podstawą społeczeństwa. Szczęśliwe i wyedukowane, zabezpieczone finansowo tworzą coś na kształt umysłu powszechnego, general intellect dzięki któremu społeczeństwo jako całość zachowuje zdolność do produktywności i innowacyjności, a więc do rozwoju i ekspansji.

Po latach i lekturze Kaleckiego, świadom tych uwarunkowań zaproponowałem dwa sposoby redystrybucji dochodów:

łagodniejszy, do wprowadzenia od zaraz to zmniejszenie podatków dla kapitału pod warunkiem  zwiększenia uposażeń pracowniczych – im wyższe uposażenia tym mniejsze podatki,

radykalniejszy -  to bezwarunkowy dochód podstawowy na godziwym poziomie wypłacany wszystkim obywatelom.

Nie wykluczam jednoczesnej realizacji obu tych pomysłów.

Niestety w europejskim zadupiu „wyczynowego kapitalizmu”, gdzie lansowałem te idee uznano je za komunistyczne i absurdalne.

Nie po raz pierwszy.

My, anarchiści jesteśmy do tego przyzwyczajeni, zakończył swój wykład Ochoczy Kombatant.

Przyznaję, że jestem nieco skołowany. Globalizm, prekariat, nierówności społeczne to na szczęście nie nasze problemy – skonstatował Śnieżny Kret.

Mam wrażenie, że nasza społeczność rządzi się według anarchistycznych reguł. Praktycznie nie mamy własności prywatnej, to co możemy wytwarzamy wspólnie, wszystkim dzielimy się sprawiedliwie, nie mamy żadnej hierarchii – wszyscy są równi i nawzajem się sobą opiekujemy. Aby pozornie zaoszczędzić Eskimos nie zleci Chińczykom produkcji harpuna a ja uszycia nowego futra Banglijczykom.

No i mamy wspólne papierochy, zawołał Eskimos.

Uspołecznienie papierosów nie wywołało protestów Ochoczego Kombatanta. Sięgnął do magicznej kieszeni wyjmując z niej paczkę partagasów. Palili, a radość palenia pozwoliła im zapomnieć o problemach świata – globalizacji, oszustwie neoliberalnej ekonomii i chciwości korporacji w imię coraz większych zysków dewastujących stosunki społeczne i środowisko.

Nie wiedzieć czemu Eskimos pomiędzy jednym a drugim zaciągnięciem się partagasem nucił radośnie:

Little fish, big fish swimming in the water
Come back here man gimme my daughter
Little fish, big fish swimming in the water
Come back here man gimme my daughter
Little fish, big fish swimming in the water
Come back here man gimme my daughter1)……

Ogórki Kiszone z przerażeniem wyobraziły sobie jakby to było gdyby nagle, w ramach redukcji kosztów i zwiększania zysków zaczęto sztucznie hodować je w Chinach zalewając upchane ponad miarę w słoju toksyczną, lecz tanią zalewą.

Horror.

1)PJ Harvey – Down By The Water

21:05, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lipca 2016
Niewierni

Ochoczy Kombatant obserwował dzieci puszczające na stawie małe żaglowce zrobione z kawałków kory. Wbite w nie patyki udawały maszty a skrawki nadzianego na nie papieru symulowały żagle. Okręty pchane przypadkowymi podmuchami wiatru chaotycznie pływały po powierzchni wody co chwilę się przewracając. Dzieciaki kibicowały poszczególnym jednostkom – wygrywał ten, którego żaglowiec odpłynął najdalej od brzegu.

Ochoczy Kombatant nie mógł oderwać wzroku od tej beztroskiej zabawy.

Przypomniała mu ona corso na galerze San Giovani w towarzystwie sześciu innych okrętów Suwerennego Zakonu Szpitalników Świętego Jana, z Jerozolimy, z Rodos i Malty.

Służył na niej w stopniu sottomaggiore dowodząc oddziałem regularnych żołnierzy.

W roku 1564 wykorzystując zaskoczenie i przewagę umiejętności morskich ich siedem rycerskich galer dowodzonych przez kawalera Romegasa rozgromiło armadę dwudziestu tureckich galer. Zdobyli eskortowany przez nie statek handlowy eunucha Kustir Agi płynący z Wenecji do Konstantynopola z ładunkiem o wartości 80,0 tys. dukatów. Po wybiciu niewiernych, obsadzony przez zakonną załogę statek szczęśliwie dopłynął na Maltę.

Ten brawurowy akt piractwa tak rozwścieczył Sulejmana I Wspaniałego, Prawodawcę, Króla Królów, Władcę Wszystkich Wiernych i Niewiernych, Cienia Bożego na Ziemi, Cesarza Wschodu i Zachodu, Pana Całego Świata, etc. że postanowił zetrzeć w proch maltańskich Joannitów wysyłając przeciwko nim ogromne siły wojskowe.

Ale to już zupełnie inna historia, uśmiechnął się Ochoczy Kombatant.

Po co wam to było? – zapytał Eskimos.

Po kiego kaszalota zaatakowaliście tureckie okręty, doprecyzował pytanie widząc zdziwioną minę Ochoczego Kombatanta.

Tym aktem fanatycznej aberracji sprowokowaliście jak to mówimy nieadekwatnie silną reakcje Imperium Osmańskiego.

Naszą misją była bezkompromisowa walka z niewiernymi, zawsze i wszędzie, na ladzie i na morzu, odparł Ochoczy Kombatant.

Poza tym łatwiej nam było realizując misję obrońców wiary wyrzynać niewiernych w imię Tuitio Fidei niż służyć ubogim – et obsequium pauperum.

Tak czy inaczej konfrontacja z Imperium Osmańskim musiała nastąpić – turecki atak na Maltę był tylko kwestią czasu.

Coś plączesz się w zeznaniach, włączył się do dyskusji Śnieżny Kret.

Mogę zrozumieć, że korciło cię morskie łupiestwo, pociągała awanturniczość korsarskich wypraw, ale nie powinieneś swoich wyborów usprawiedliwiać na siłę czynnikami nadprzyrodzonymi. To nie w porządku. 

Właśnie, przytaknął Eskimos.

Nie ma niewiernych – oni wszyscy są wierni tylko być może czemu innemu.

Tak jak my – kontynuował dyskusję Śnieżny Kret.

Ty wierzysz w sprawiedliwość społeczną, Gwiazdeczka w ubezpieczenia, Eskimos w pokojowe współistnienie a ja w związki partnerskie.

Kto z nas według ciebie jest niewiernym?

Kto poszedłby na rzeź pod twój nóż?

Wyrzynam niewiernych – równie dobrze mógłbyś powiedzieć wyrzynam was wszystkich. Wszak każde z nas jest także niewierną lub niewiernym!

Ochoczy Kombatant wyraźnie zmieszany pospiesznie zebrał myśli.

Sprowadziliście sprawę ad absurdum.

Na wojnie musiałem dokładnie się określić, podzielić my – to ci dobrzy, oni – to ci źli, przeklęci, niewierni.

Niestety tak to działa.

Ale dorastamy, analizujemy i wyciągamy wnioski. Zmieniamy poglądy.

Reagując na twoją zaczepkę odpowiadam – dorosłem.

Po latach zrozumiałem, że nie ma niewiernych, że inny nie znaczy zły czy gorszy. Wierzę w pokojową koegzystencję, szanuję odmienności.

Zrozumiałem, że byłem wrogiem samego siebie.

Ale to już przeszłość.

Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że do boju stawałem bez zacietrzewienia, fanatyzmu, traktując walkę jako przygodę, dżentelmeńskie wyzwanie, honorowy pojedynek. Jednak nie na chybił-trafił. Wybierałem, przyznaję nie zawsze trafnie stronę konfliktu, której sprawa wydawała mi się słuszna.

Ochoczy Kombatant miał świadomość, że jego wyjaśnienia brzmią żałośnie.

Usprawiedliwiał się po raz pierwszy w życiu.

Spojrzał na Gwiazdeczkę, szukając wzrokiem jej pomocy.

To prawda – zmieniłeś się i bez wątpienia na lepsze, Gwiazdeczka przyszła mu w sukurs. No, może za wyjątkiem Rudej, która ciągle chodzi ci po głowie  – powodowana zazdrością nie mogła powstrzymać się od drobnej uszczypliwości.

I ty Brutusie…… – roześmiał się z ulgą Ochoczy Kombatant.

Proponuję pakt o nieagresji i wzorem moich dzielnych czerwonoskórych kumpli przypieczętować go wypaleniem papierochów pokoju.

Zgoda?

Zgoda, zakrzyknęli radośnie Śnieżny Kret i Eskimos.

Ochoczy Kombatant wyjął z magicznej kieszeni paczkę ligerosów. Zapalili. Wypuszczane przez nich kłęby dymu w mroźnym roziskrzonym powietrzu szybowały w górę, niosąc ku niebu ich myśli.

Inny nie znaczy
Gorszy lub zły
Nie strzelaj proszę
Pozwól mi być
Bo nic nie jest takim
Jakim się wydaje
So don’t judge the book
by it's cover1)

zacytował z pamięci Śnieżny Kret.

Ożywiona dyskusja krążyła wokół tolerancji, ortodoksji jako fundamencie zniewolenia, także intelektualnego, wojny sprawiedliwej czy w ogóle istnieje, krytycznej analizy rzeczywistości i zdrowego dystansu do samego siebie.

Ogórkom Kiszonym agresja i nietolerancja były zupełnie obce. Nieświadome rozterek otoczenia, z natury skazane na współpracę i pokojowe współistnienie niewzruszenie trwały ciasno upchane w słoju.

__________________________________________________________________________________

1)Maria Peszek – Polska A B C i D

00:53, ochoczykombatant
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
Tagi